Forum
 

Bemben: Wracam do domu

- Nawet nie zdajecie sobie sprawy ilu wiernych kibiców Górnik Zabrze ma w Niemczech. To są tysiące ludzi, takich jak ja, którzy wyjechali, a jednak cały czas Górnik jest dla nich klubem numer jeden - mówi Michał Bemben, nowy piłkarz Górnika Zabrze. 

- Jak pobyt w Zabrzu?
- Bardzo krótki, ale konkretny. Rano kontrakt i konferencja prasowa, potem obiad z Heńkiem Bałuszyńskim w fajnej scenerii, bo na zamku w Chudowie i powrót do Turcji. Jeszcze w środę wieczorem.

- Myślałem, że do Niemiec.
- Jesteśmy z rodziną na wakacjach w Turcji. Opuściłem ich tylko na czterdzieści godzin, ale trzeba wrócić, by zabrać najbliższych do domu.

- Przyjadą za panem do Zabrza?
- Jeszcze nie wiemy. Wszystko działo się bardzo szybko. Na pewno wynajmę mieszkanie, może żona z córką, która ma pięć lat, czasami będą tutaj ze mną, ewentualnie w wolnej chwili polecę do Bochum. Skoro dokonaliśmy wyboru to na pewno sobie poradzimy.

- Kiedy Tomasz Wałdoch zadzwonił po raz pierwszy?
- W poniedziałek. Szybko podjęliśmy decyzję. Ja nie miałem wątpliwości, od razu powiedziałbym tak, ale chciałem, by Iga, czyli moja żona, też „podpisała” się pod tą decyzją. Powiedziała „jedź”. Wszystko trwało naprawdę krótko, skoro we wtorek byłem już w Polsce.

- Żona też nie miała wątpliwości?
- Raczej nie. To taka Niemka jak ja, tylko z Pomorza, a nie ze Śląska. A ja w końcu wracam do domu.

- Są tutaj jeszcze pańscy bliscy?
- W Zabrzu mieszka tata. Wyjechaliśmy do Niemiec dawno, ale cały czas miałem kontakt z Polską, czy byłymi kolegami.

- Kiedy powiedział pan o wszystkim Bałuszyńskiemu?
- W środę rano. Było trochę śmiechu, bo pewnie nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Zresztą sytuacja jest ciekawa. Kiedyś podawałem na Górniku piłki Heńkowi i Tomkowi Wałdochowi, potem razem graliśmy w Bochum, a teraz Tomek zatrudnia mnie po latach w Zabrzu.

- Szesnaście lat po Marku Szemońskim...
- Faktycznie, byliśmy razem w zespole juniorów Górnika, prowadził nas trener Marian Becher. „Szemon” szybko debiutował w ekstraklasie, ale ja wtedy byłem już w Niemczech. Wyjechałem w 1989 roku, kiedy kończyły się cudowne lata Górnika Zabrze w polskiej lidze.

- Śledził pan przez ten czas wyniki zespołu?
- Oczywiście. Mówiłem o ojcu i kolegach, grałem w Bochum z piłkarzami Górnika, jestem jego wychowankiem. Zresztą, nawet nie zdajecie sobie sprawy ilu wiernych kibiców Górnik ma w Niemczech. To są tysiące ludzi, takich jak ja, którzy wyjechali, a jednak cały czas Górnik jest dla nich klubem numer jeden. Podobnie jak dla ich dzieciaków.

- Będzie trema?
- Zobaczę za miesiąc. Treningi zaczynamy 29 czerwca, potem będą sparingi... Siły ligi nie znam, zobaczymy jak silny będzie Górnik, ale fajnie, że na „starość” spełniło się jedno z moich marzeń. Nie wiem czy któryś z wychowanków tego klubu tak długo czekał na debiut w seniorach!

- Były inne oferty?
- Tak, ale już nie z Bundesligi. Myślę, że w Berlinie miałem dobry sezon, mogę jeszcze grać. Klub znalazłbym bez problemu, ale jak mówię, by zrealizować marzenie dzieciństwa, trzeba było podjąć rękawice. Poza tym chcę zagrać z Wisłą, Legią, Ruchem... Takie mecze w Niemczech już mi nie grożą. Uznaliśmy, że podpiszemy kontrakt na rok. Jak będzie dobrze, to może na tym się nie skończy.

- Pana numer?
- „24”. Z takim samym grałem w Niemczech.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online