Forum
 

Komornicki: Jako trener jestem odpowiedzialny za porażki

- W meczu z Dolcanem zrobiliśmy o wiele za mało, żeby go wygrać. Po straconych golach, przewaga psychiczna leżała po stronie gości. Po takiej grze nie możemy mówić, że Górnik chce awansować - mówi Ryszard Komornicki, trener Górnika Zabrze. 

Po czterech miesiącach pracy w klubie, można zacząć oceniać efekt pańskich treningów z zespołem. Jak wpłynęły one na odmianę gry drużyny, skoro Górnik przegrał kolejny mecz. Tym razem z Dolcanem Ząbki 1:2 - i to na własne życzenie!

- To są w większości ci sami piłkarze, którzy na wiosnę biegali w koszulkach z obraźliwymi tekstami, a po kiepskiej grze spadli z ekstraklasy. Dzisiaj ta drużyna jest w czołówce pierwszej ligi. Wykonałem z tą ekipą bardzo wiele pracy. Może to jeszcze nie jest w tym momencie widoczne. Myślę, że z biegiem czasu poprawa będzie zauważalna gołym okiem. Czuję się częścią przedsięwzięcia, jakim jest Górnik. Jako trener jestem odpowiedzialny za porażki. Wiadomo, że w futbolu najważniejszy jest wynik. Na razie nie jest to w stu procentach to, czego bym sobie życzył. Chciałbym w tym klubie poprawić wszystko, ale na to, a zwłaszcza na wyniki, trzeba niestety czasu. W meczu z Dolcanem zrobiliśmy o wiele za mało, żeby go wygrać. Po straconych golach, przewaga psychiczna leżała po stronie gości. Po takiej grze nie możemy mówić, że Górnik chce awansować. Powinien, ale czy każdy kto grał chce, tego nie wiem.

Kibice, nie zwracając uwagi na sytuację w lidze, uważają, że drużyna nie zmieniła stylu. Dalej gra bez polotu mimo zwycięstw. Słychać obawy, że jeśli drużyna awansuje do ekstraklasy, będziemy oglądali zespół, który powtórzy błędy z ostatniego sezonu. Zostanie kolejny raz skazany na pożarcie. Czy ich obawy są słuszne?

- Fani drużyny mogą odnosić takie wrażenie. Jednak nie ma tu się czego obawiać. Górnik z rundy na rundę nie zmieni diametralnie swego oblicza, ponieważ zmienić styl gry drużyny jest bardzo trudno i wymaga to dużego poświęcenia. Myślę, że powoli, na tyle, ile się da, zmiany idą w dobrym kierunku. Ci piłkarze, którymi dysponujemy są graczami doświadczonymi, posiadającymi indywidualne umiejętności na wysokim poziomie. Sądzę, że gdyby grali w zespołach ekstraklasy, w zupełności daliby sobie radę. Teraz moja w tym rola, aby w powierzonym mi czasie stworzyć z tych graczy zgrany kolektyw. Myślę, że jest to kwestia czasu i zaangażowania tak mnie, jak i zawodników, aby obawy kibiców były bezpodstawne. Poza tym twierdzę, że na pierwszoligowym froncie gra się dużo trudniejszą piłkę, co także musi być brane pod uwagę w ocenie poczynań zespołu.

Do końca rundy jesiennej zostały 3 mecze, z czego 2 u siebie. Można przypuszczać, że do wiosennej rywalizacji drużyna przystąpi z dość wysokiej pozycji. W związku z tym, jak będzie dalej przebiegać ewolucja kadry, oraz stylu gry?

- Byłbym ostrożny w przewidywaniu. Jeśli chodzi o wzmocnienia, to nie ma sensu aktualnie wypowiadać się konkretnie na ten temat. Ci piłkarze, którymi dysponuję, to dobry materiał. Można tworzyć dobrą ekipę. Nie ma jednak mowy, o dograniu ligi czternastoma zawodnikami. Poza tym jeszcze nie wszystko funkcjonuje optymalnie. Nie mamy dobrych zmienników. Brakuje drugiej drużyny. Rezerwowi nie mają się gdzie sprawdzić. Sparingi, to nie jest optymalna metoda na ogrywanie się. Brakuje nam typowego rozgrywającego, który kreowałby grę. Na konkrety jeszcze za wcześnie. Mam w głowie pewne zmiany w zimie, jednak chciałbym je na razie zostawić dla siebie.

W przypadku wejścia do ekstraklasy lub jego braku, jak pan widzi swoją przyszłość w klubie? Czy jest pan trenerem na lata, który ma rzeźbić grę Górnika, czy szkoleniowcem przewidzianym jedynie na awans?

- Kontrakt jest tak skonstruowany, że w wypadku awansu będę mógł przedłużyć umowę. Podpisałem go na 3 lata, gdzie warunkiem jest powrót do ekstraklasy. Gdybać można sobie w zaciszu gabinetu, lub w domu. Wypowiadanie się o sobie w tonie a za rok, kiedy jeszcze będę z Górnikiem w ekstraklasie... jest dość ryzykowne. Tutaj bardzo ciężko patrzy się w przyszłość.

Zwłaszcza siedząc na stołku trenerskim, z którego w Polsce nadzwyczaj łatwo się spada?

- Mamy taką pracę, jaką mamy. Nie ma tutaj nad czym ubolewać. Zawsze można zrezygnować i znaleźć sobie coś ciekawszego (śmiech). Prawda jest taka, że ten fach jest coraz trudniejszy do wykonywania z wielu względów, ale dla mnie najważniejsze jest dzisiaj, jutro, może pojutrze. Co będzie dalej, to będzie. Pokażą to wyniki i czas. Poza tym jestem człowiekiem, który nic nie będzie robił na siłę. Nawet, jeśli awansujemy, a będę widział, że nie rozumiem się z drużyną, lub coś nie gra, albo nie widzę po prostu dalszej współpracy z zespołem, to zawsze są możliwości rozstania się. Nie ukrywam jednak, że chciałbym w Górniku dłużej popracować. Jest to klub, z którym byłem całe lata związany. Jednak jako trener nauczyłem się, że jesteśmy od meczu do meczu, albo dobrzy, albo źli. Tacy, jak ostatnie spotkanie. Choć tli się we mnie marzenie, aby ten klub był naprawdę wielki. Wiem, że to sfera pobożnych życzeń, ale wierzę, że za jakiś czas tu, na Roosevelta będzie grała najlepsza ekipa w Polsce. Jak za dawnych lat.

Czyli to, czego można życzyć Górnikowi, to stabilna gra bez wahań formy. Wtedy drużyna będzie robiła postępy, a pan nie będzie się martwił o pracę.

- To nie jest kwestia pracy, bo ja sobie jakoś poradzę. Chodzi o kibiców. Niedawno było widać dobitnie, że są oni ze swoim klubem nawet po porażkach, za co trzeba być wdzięcznym. Oni po prostu poprzez dodawanie otuchy, mobilizację i wiarę w piłkarzy sprawili, że to dla nich powinniśmy wywalczyć ten awans. Tutaj za dużo żyje się historią. Lubański, Szołtysik, czternaście mistrzostw. Tym się nie wygrywa. Poza tym jeszcze przed nami trzy mecze na jesień. Czeka nas runda wiosenna, więc nawet po najbliższych meczach nie możemy wpadać w hurraoptymizm. Wielu ludzi zapomina także o tym, że tutaj mecze są cięższe niż w ekstraklasie. Na pierwszoligowym froncie wszyscy mobilizują się na Górnika, co sprawia, że co weekend gramy mecze pucharowe, czego wielu nie docenia. Na nas zawsze jest motywacja. Wiadomo, że musimy ograć te drużyny, aby awans wywalczyć. Minęły czasy, kiedy wygrywają te drużyny, które muszą. Teraz awans trzeba wygrać na boisku, co mnie osobiście cieszy, jednak wiele zdrowia będzie kosztował ten wymarzony prezent dla kibiców.

źródło: Dziennik Zachodni



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online