Forum
 

Zygfryd Wawrzynek: Wystarczyło słuchać

/Wywiad z dnia 2.06.2009 r./ Zygfryd Wawrzynek był pierwszym prezesem Górnika po rozpadzie „starego” systemu w 1989 roku. Stery w klubie przejął na początku 1990 roku. Klubowi odcięto wtedy górniczy kurek z pieniędzmi, jednak na koncie było sporo gotówki. W końcu na Roosevelta grali najlepsi polscy piłkarze. Transfery Józefa Wandzika, Roberta Warzychy, a wcześniej Jana Urbana ratowały kasę klubu. W 1991 roku wojewoda katowicki, Wojciech Czech, zawiesił cały zarząd na cztery kolejki przed końcem sezonu, który Górnik skończył jako wicemistrz Polski. Doktor Zygfryd Wawrzynek przypłacił to zawałem, a klub dostał cios, po którym tak naprawdę nie podniósł się przez kilkanaście lat. Zygfryd Wawrzynek po roku został wybrany honorowym prezesem Górnika. Związany z Zabrzem od kilkudziesięciu lat mieszka w linii prostej 150 metrów od stadionu. Dziś ma 74 lata i kiedy tylko może, pojawia się na stadionie. Z futbolem ma ciągły kontakt, wciąż jest czynny zawodowo. Najlepsi piłkarze polskiej ligi przyjeżdżają do niego na badania, ma więc doskonałe rozeznanie w realiach polskiej piłki.

- Od soboty kilka dni już minęło...

- Trzy noce nie śpię. Człowiek tylko myśli, jak mogło do tego dojść. Już nie chcę tego wszystkiego powtarzać, ale pamiętam wielką biedę w Górniku, przeciętnych piłkarzy, burze i wstrząsy. I zespół nie spadł przez tych kilkanaście lat z ligi. Spadł, kiedy pojawiły się naprawdę duże pieniądze.

- Dlaczego?

- Bo jak jest biednie i pojawia się zagrożenie, to ludzie się jednoczą i mobilizują. Jeżeli mają charakter, to potrafią w takich chwilach pokazać więcej niż normalnie. Tak z Górnikiem było, choć nazwiska wielu piłkarzy grających w ostatnich latach w Zabrzu są dziś anonimowe. Ekstraklasę potrafili jednak utrzymać.

- Kiedy przestał pan wierzyć?

- Nie przestałem. Wierzyłem do końca. Dopiero kiedy Polonia strzeliła gola na 1:0, wszystko prysło jak bańka mydlana. Z takim budżetem i takim poparciem kibiców...

- To inaczej - kiedy pierwszy raz pomyślał pan, że może być źle?

- W zimie. Już jesienią, kiedy Henryk Kasperczak przejął zespół i Górnik przegrywał mecz za meczem wiedzieliśmy, że to nie jest kwestia trafienia do mentalności piłkarzy, tylko ich umiejętności i ciężkiej pracy. Wszyscy czekaliśmy jednak do wspomnianej zimy i wtedy zobaczyłem, że coś jest nie tak.

- Zobaczył pan sporo wydanych pieniędzy i dwa zimowe zgrupowania. Chyba o to chodziło?

- To prawda. Zobaczyłem na przykład transfer Damiana Gorawskiego. Siedzę w medycynie sportowej od 40 lat, mam kontakty z wieloma lekarzami, którzy doskonale Damiana znają. On jest dobrym piłkarzem, ale ma problem, o którym środowisko wie. Wystarczyło przejrzeć wyniki jego badań, kiedy grał w kadrze, zapytać i słuchać, bo sam mówiłem, że Górnik sprowadza zawodnika, który najwyżej w kilku meczach będzie w pełni sił. I tak się stało. Drugi przykład to - też żadna nowość - Paweł Strąk.

- On był całą rundę zdrowy.

- Proszę pana. Widziałem setki piłkarzy, a z racji wykonywanego zawodu trochę się na tym znam. Ale od dziesięciu lat nie widziałem w polskiej lidze piłkarza, który miałby taki problem z... bieganiem. Mówię o bieganiu wyczynowego sportowca. Taki Bonin mógł zagrać słabszy mecz, ale jak biegł, to wiedziałem, że uprawia sport. Górnik grał całą rundę bez rasowego napastnika i z tak prezentującym się Strąkiem, praktycznie w dziesiątkę, bo jego pomoc dla drużyny była żadna.

- Łatwo zwalić przyczynę spadku na jednego zawodnika.

- Ależ ja absolutnie tego nie robię! Strąk sam do Górnika nie przyszedł. Ktoś go sprowadził, dał bardzo wysoki kontrakt i przez całą rundę chyba nawet raz nie zmienił. I to jest niezdrowe. Jako zabrzanin wolałbym sto razy, by regularnie grał i rozwijał się taki Adam Danch. Chłopak stąd, młodszy i zdolniejszy, któremu zabrano miejsce w składzie. Wiele razy siedziałem na trybunach. Trzeba było tylko lepiej słuchać, bo mówili fachowcy. Anczok, Banaś, Kowalski i wielu innych. Przecież ci ludzie mają pojęcie i chcą dla Górnika dobrze, ale nikt ich nie słuchał i chyba nawet nie zapytał. Może mam sentyment do Jurka Brzęczka, ale do teraz nie wiem, dlaczego w zimie odszedł? Nikt mi nie powie, że nie pomógłby drużynie w szatni, nie wpłynął dobrze na kolegów, a w trudnych chwilach nie zagrał dobrej piłki na boisku.

- Jesienią do Zabrza trafił trener, który miał być gwarancją sukcesu. Człowiek z Zabrza, ikona polskiej piłki. Co dziś jeden zabrzanin powie drugiemu zabrzaninowi?

- Pana Henryka znam od wielu lat. Bardzo się lubimy i szanujemy, zawsze się wyściskamy, ale Kasperczak ten mecz przegrał. Trenerzy nie zawsze wygrywają, to rzecz absolutnie naturalna i wpisana w ten zawód. Tylko trzeba przyznać się do przegranej i ponieść jej konsekwencje. Jestem najnormalniej w świecie rozczarowany, bo miałem ogromne nadzieje. Myślałem na przykład, że w końcu zacznie Górnik współpracować z Gwarkiem. Kasperczak z Jasiem Kowalskim znają się przecież wieki. Z tego, co wiem, trener Górnika nawet raz nie wybrał się na boisko Gwarka, gdzie jest kilku bardzo fajnych chłopaków, którzy już powinni być w Górniku. (...) Wszystkie decyzje podejmował praktycznie sam, więc musi wziąć na swoje barki spadek Górnika z ligi. Zresztą problem jest szerszy i szkoda, że nie zareagowano w klubie wcześniej.

- Czyli jak?

- Nie potrafię zrozumieć, jak można mieć w Górniku takich ludzi jak Marków, czyli Piotrowicza i Kostrzewę, którzy są z tego klubu, żyją i znają jego problemy, i przy tym nie korzystać z ich doświadczenia i wiedzy. Z tego, co wiem, byli kompletnie wyłączeni z pracy z pierwszym zespołem, nikt nawet nie poprosił ich o zdanie. Ja bym zapytał z czystej ciekawości. Wiedząc, że pytam ludzi bezinteresownych, oddanych klubowi, nie widzących w tym swojego interesu. Takie zdanie jest najcenniejsze. Poza tym mam wewnętrzne przekonanie, że gdyby taki Kostrzewa prowadził zespół w ostatnich 4-5 meczach, to Górnik nie spadłby z ligi. Tej pasji oraz oddania i przekazania tego drużynie w ostatnich meczach nie widziałem. To także uwaga do obecnego prezesa. Wiem, że dla niego to nowe doświadczenie i wszystko poznaje niemal od zera, ale sport wymaga megaspecjalizacji. W Górniku nikogo nie słuchano, tylko uznano, że trener Kasperczak potrafi rozwiązać każdy problem. Nie potrafił.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online