Forum
 

Czas zmian

Trener Kasperczak doznał najboleśniejszej porażki w swojej karierze. W klubie, w którym miał wszystko, i w mieście, w którym się urodził.
Nie ma wątpliwości, kto i co jest największym rozczarowaniem zakończonego w sobotę sezonu ekstraklasy piłkarskiej. Henryk Kasperczak witany był na Roosevelta jak zbawca i gwarant sukcesu. Skończyło się wielką katastrofą - ostatnim miejscem w tabeli i spadkiem do pierwszej ligi.

Właściciele Górnika stracili wiarę, że Henryk Kasperczak zbuduje w Zabrzu silny klub. Rozstanie wydaje się kwestią najbliższych kilkunastu dni.

To była miłość niemal bezgraniczna. Kiedy Henryk Kasperczak pojawił się jesienią w Zabrzu, władze Allianz Polska mówiły o sprowadzeniu najlepszego fachowca w Polsce. Kontrakt, na doskonałych dla trenera warunkach finansowych, podpisano na kilka lat i miało być tylko lepiej.

Allianz się nie ubezpieczył

Właściciel, czyli Allianz Polska przystał nawet na sugestię trenera, który zastrzegł możliwość odejścia w każdej chwili, kiedy tylko dostanie propozycję objęcia reprezentacji Polski. Z drugiej strony nie zastrzegł w kontrakcie punktu o rozstaniu się w wypadku spadku z ekstraklasy. Firma ubezpieczeniowa, która powinna wziąć pod uwagę każdy scenariusz, nie wpadła na to, że Górnik prowadzony przez Kasperczaka może spaść z ligi.

Na temat przyszłości trenera klub milczy. Sam Kasperczak, pytany o odejście z klubu uciął temat. - W tej chwili nie będziemy o tym rozmawiać - przyznał trener Górnika. Klub dał sobie kilka dni na ogarnięcie tematu. - Będzie konferencja prasowa, dajmy sobie trochę czasu na podjęcie decyzji - to zdanie prezesa Górnika, Jędrzeja Jędrycha.

Kosztowne pomyłki

Co dzieje się w kuluarach? Ponoć trwają ożywione rozmowy na temat scenariusza na najbliższe dni i tygodnie. Odejście trenera Kasperczaka jest raczej przesądzone. Nikt głośno nie mówi, że decyzja już zapadła, ale z naszych informacji wynika, że trwa przygotowywanie najlepszej dla obu stron formy pożegnania. Pewnie skończy się na ustaleniu sumy odszkodowania, w czym Górnik jest rekordzistą Polski. Na naprawianie popełnianych błędów personalnych wydał w ciągu roku na pewno sporo ponad milion złotych. - Wierzę, że nie powtórzy się taka sytuacja jak w Wiśle. Tam trener odchodził mając zespół walczący o mistrzostwo Polski. Tutaj ewidentnie przegrał i robotę zepsuł. Sam powinien wyczuć sytuację - uważa jedna z osób blisko związanych z klubem.

Właściciel przeżył ogromne rozczarowanie. Zresztą nie pierwsze. Już poprzedni układ, także kosztujący sporo, rozsypał się jesienią ubiegłego roku niczym domek z kart. Tym razem padł mit trenera, który wprowadzi klub na szczyt i zbuduje w nim silne struktury szkoleniowe.

Allianz od chwili pojawienia się w Górniku nie krył, że pojęcie o piłce ma niewielkie. Chodziło o oddanie spraw sportowych w ręce osób, które dadzą gwarancję sukcesu. Kasperczak dostał władzę nieograniczoną. Kiedy jesienią przegrywał mecz za meczem, wszyscy cierpliwie czekali na zimę, gdy będzie można zmienić skład. Wydano miliony na transfery, pozbyto się, mniej lub bardziej słusznie, blisko dziesięciu zawodników. Zespół wyjechał na dwa zgrupowania. Grał wiosną lepiej niż jesienią, ale bez rewelacji. Ledwie na poziomie wielu przeciętnych klubów, które finansowo nawet nie mogą stanąć przy Górniku. Do utrzymania to nie wystarczyło.

Pytania bez odpowiedzi

Dobre były transfery Adama Banasia i Mariusza Przybylskiego. Robert Szczot bladł z każdym meczem, Damian Gorawski głównie leczył kontuzje, a Paweł Strąk okazał się symbolem niemocy Górnika. Jego samobójczy gol w meczu z Lechem (92 minuta na 1-1) to chichot historii. Górnik nie miał klasowego napastnika i ofensywnego pomocnika. Grzegorz Bonin uporczywie trzymany był na prawej obronie. Na ostatnie kilka minut meczu z Polonią, w geście desperacji Kasperczak przesunął go do pomocy i Bonin mógł zapewnić Górnikowi utrzymanie. A przyzwolenie na założenie przez piłkarzy upokarzających koszulek? Między innymi za motywowanie zawodników trener i jego asystenci pobierali najwyższe pensje w polskiej lidze.

Górnik w I lidze Kasperczaka nie potrzebuje. I pewnie nie będzie klubu na trenera w tej klasie rozgrywkowej stać, skoro budżet ma być mniejszy nawet o połowę. Pytanie, co stanie się z piłkarzami? Wszyscy mają ważne kontrakty, ale nie wszyscy są potrzebni. Obniżenie kontraktów? Zamrożenie części pieniędzy i wypłacenie ich po awansie? Znalezienie złotego środka na pewno trochę potrwa. I pytanie: kto te decyzje podejmie?

Już padają nazwiska ewentualnych następców. Klub prawdopodobnie wyleczył się z zatrudniania wielkich nazwisk i będzie szukał młodszych szkoleniowców na Śląsku. Potrzebny jest też oddany klubowi dyrektor sportowy. Nie jest tajemnicą, że w Zabrzu z uwagą czekają na najbliższą przyszłość Marcina Brosza w Podbeskidziu.

Na razie trwają nieformalne spotkania osób odpowiedzialnych za klub, pewnie mocno zagubionych w nowej rzeczywistości. Na kolejne chybione decyzje Górnik nie powinien już sobie pozwolić.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online