Forum
 

W zawieszeniu

Górnik już dawno powinien zrozumieć, że żadnej pomocy niebios nie będzie. Musi być dobra i skuteczna gra.
Bilans Górnika w pięciu ostatnich meczach? Porażka i cztery remisy. Nie ma możliwości, by takimi wynikami Górnik utrzymał się w lidze. Tymczasem kolejny mecz dowiódł, że zabrzanom bardzo trudno będzie przychodziło wygrywanie spotkań. Co więcej tylko trzy ostatnie - paradoksalnie - pokazały, że łatwiej Górnikowi o punkty w meczach z teoretycznie silniejszymi zespołami. Zremisował w końcu z Legią i ze Śląskiem na wyjeździe i przegrał w Gliwicach. Tymczasem pozostanie w lidze będzie uzależniona od wygrania kompletu meczów z zespołami, które przynajmniej na papierze mają mniejszy potencjał od jedenastki Henryka Kasperczaka.
Trzeba atakować, strzelać bramki, zacząć stwarzać sytuacje. To musi robić zespół, który w Warszawie miał jedną okazję bramkową, w Gliwicach dwie, a we Wrocławiu wcale nie więcej. Strzelił w tych trzech meczach jednego gola, autorstwa środkowego obrońcy. I nie ma żadnych podstaw, by cokolwiek zmieniło się na lepsze. - Rezultat remisowy jest sprawiedliwy. Górnik przyjechał do Wrocławia zdyscyplinowany. Brakowało nam, jak zawsze na wyjazdach, siły ofensywnej - przyznał po spotkaniu Henryk Kasperczak.
Tymczasem we Wrocławiu wyszło na boisko trzech piłkarzy, którzy nominalnie grali - wcale nie tak dawno temu - w ataku. Przecież duet Zahorski-Pitry w koncepcji poprzednich władz sportowych klubu miał straszyć ligę, co skończyło się na dwóch trafieniach w rundzie jesiennej. Pitry jeszcze wnosi coś do zespołu, ale już Zahorski przeżywa chyba najtrudniejszy okres w karierze. Dostał dwie kolejne szanse, trzeciej może długo nie być. Oprócz nich zagrał w meczu ze Śląskiem Robert Szczot, konsekwentnie wystawiany przez Kasperczaka „na szpicy”. Tylko efekt tego jest żaden.
Kwestia słabszej formy piłkarzy, złego ustawienia, braku zrozumienia, a może środkowego, ofensywnego pomocnika, który pokierowałby grą Górnika. Przyczyn tak ogromnej bezsilności zabrzan w ofensywie jest pewnie wiele, tylko skutek opłakany.
- Szkoda, że się nie udało. Myśleliśmy, że czuwają nad nami niebiosa i uda się dowieźć prowadzenie do końca. Niestety po błędzie w defensywie straciliśmy gola, a mogliśmy stracić nawet kolejne - przyznał po spotkaniu Robert Szczot. Rzecz w tym, że Górnik już dawno powinien zrozumieć, że żadnej pomocy niebios nie będzie. Musi być dobra i skuteczna gra, bramki i jeszcze trochę szczęścia, które zwykle sprzyja lepszym, czyli na pewno nie Górnikowi w tym sezonie. Teraz święta, potem pierwsze z tych spotkań, które zadecydują o pozostaniu w lidze. Z Polonią Bytom w Zabrzu. Wpadka będzie równoznaczna ze spadkiem, a dziś pewnie piłkarze i trenerzy będą trzymali kciuki za Legię, Lecha i Bełchatów, by odebrały punktów rywalom. Paradoksalnie punkt z Wrocławia może być w końcowym bilansie bardzo ważny.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online