Sport: Punkt za serce

(aktualizacja: 12:16) Górnik co prawda bardziej potrzebuje zwycięstw niż remisów, ale jeden punkt wywieziony z Warszawy prawie nigdy nikomu nie wydaje się zły. Tym bardziej walczącym o utrzymanie zabrzanom. Na Łazienkowskiej zostawili oni masę serca, a gdyby ciut więcej miał go (lub poczucia sprawiedliwości) sędzia Hubert Siejewicz i podyktował co najmniej rzut karny dla gości, legioniści narzekać nie mieliby prawa. (...)

Górnik? Za przeszkadzanie, wybijanie rytmu i agresywność w grze miał prawo zebrać sporo pochwał. W końcówce pierwszej połowy, ale przede wszystkim w pierwszych 20 minutach po przerwie. To zabrzanie w tym okresie dosyć wyraźnie dominowali na placu gry. Z drugiej strony jeden strzał na bramkę rywala to nie jest jednak powód do dumy, jeżeli w każdym meczu zapowiada się walkę o wygraną. (...)

Legii zabrakło jednak tego dnia argumentów, by choćby raz trafić do siatki. Inna rzecz, że Górnik skutecznie je gospodarzom wybił. Meczu jednak wygrać nie mógł, bo w przodzie nie miał zbyt wielu argumentów. Teraz w lidze jest przerwa, po niej mecz Piast - Górnik. Pierwsi? Trzy mecze bez porażki, drudzy? Już pięć... Na Okrzei na pewno będzie ciekawie. (Sport)

Dziennik Zachodni: Remis jest, a gdzie karny?!
Górnik Zabrze grał w Warszawie o życie, natomiast Legia o dogonienie Lecha, przedłużenie szans na zdobycie mistrzostwa kraju i - według krążących po Łazienkowskiej wieści - głowę trenera Jana Urbana.

Obie motywacje podlane były obficie sosem historii starć obu drużyn, więc trudno się dziwić, że emocje aż parowały tak na boisku, jak i na trybunach. Najspokojniej wydarzeniom na murawie przyglądał się selekcjoner Leo Beenhakker.

W pierwszych minutach legioniści próbowali zabrzan zastraszyć i ruszyli na nich z siłą wodospadu. Podopieczni Henryka Kasperczaka mieli problemy z wyjściem z własnej połowy, ale też nie dopuszczali rywali do klarownych sytuacji strzeleckich.

- Spodziewamy się, że na nas ruszą - te przedmeczowe słowa trenerów Górnika sprawdziły się więc co do joty.

Dopiero po kwadransie goście zaczęli szukać swojej szansy i błyskawicznie ją sobie stworzyli. Wtedy jednak ciężki grzech zaniechania popełnił sędzia Hubert Siejewicz, który nie podyktował rzutu karnego za faul Inakiego Astiza na Robercie Szczocie!

Pozostawiony na desancie Szczot sprawiał zresztą przetrzebionej kontuzjami obronie Legii sporo problemów. Lawirował między nimi z szybkością i zwinnością kutra torpedowego, ale nie miał okazji do oddania strzału, który mógłby zatopić przeciwników.

Po tej sytuacji zabrzanie poczuli jednak krew i zaczęli szukać miejsc, w których można było legionistów skaleczyć. Rzuty wolne i rożne nie przynosiły jednak efektu, natomiast dzwonki alarmowe rozdzwoniły się na przedpolu Sebastiana Nowaka, gdy nieobstawiony Piotr Giza oddał strzał, który minął słupek górniczej bramki. Ofensywne poczynania Legii pozbawione były zresztą precyzji, co szybko wyłapali kibice, komentujący co zabawniejsze zagrania gwizdami.

Niezłe tempo spotkania nasuwało skojarzenia z konfrontacji Górnika z Lechem Poznań. Drużyna Kasperczaka zgodnie z zapowiedziami grała o całą pulę, zdając sobie sprawę, że najlepszą obroną jest atak. Wyjątkowo zapracowani byli skrzydłowi, którzy ze względu na taktykę gospodarzy musieli często wspomagać obrońców, stających oko w oko z przeważającymi siłami przeciwnika i szybkostrzelnym Takesure Chinyamą.

Stojący przy linii bocznej Kasperczak dość oszczędnymi ruchami doradzał swoim zawodnikom, jak mają się zachować, energiczniej zaczął gestykulować dopiero w ostatnich pięciu minutach pierwszej połowy, co udzieliło się zabrzanom, którzy wyrwali się wreszcie z klinczu i zaatakowali większą ilością piłkarzy, wpadając jednak w pułapkę ofsajdową, choć Szczota od szczęścia dzieliły centymetry.
- Mamy sporo pracy - westchnął schodzący do szatni Paweł Strąk. - Ale taktykę realizujemy w stu procentach - dodał z satysfakcją pomocnik Górnika.

Mniej powodów do zadowolenia mieli żegnani kpinami gospodarze, choć, według obliczeń Canal+, byli w posiadaniu piłki aż przez 69 procent czasu tej pierwszej odsłony.

W przerwie Kasperczak skorygował nieco plan gry i Przemysława Pitrego zastąpił Tomasz Zahorski. Goście zaczęli też szukać swojej szansy w rzutach wolnych, które wiosną stanowią w ich wykonaniu dość skuteczną broń. Pierwszą próbę takiego uderzenia podjął już w 47 minucie Damian Gorawski minimalnie pudłując z 32 metrów.

Im bardziej irytowali się własną bezradnością legioniści, tym zimniejszą krew zachowywali górnicy. Środkowy fragment drugiej odsłony należał już do nich. To zabrzanie dłużej przetrzymywali piłkę, podejmujący akcje ofensywne dopiero po rozważnej ocenie stopnia ryzyka. Ta żelazna konsekwencja przynosiła oczekiwany efekt i pod bramką Sebastiana Nowaka nie dochodziło już tak często do dramatycznych wydarzeń. Wyjątkiem były stałe fragmenty gry, po jednym z nich Giza niesłusznie domagał się podyktowania rzutu karnego za zagranie ręką Adama Banasia, oraz akcja, gdy Nowak kapitalnie obronił strzał Chinyamy będąc z nim sam na sam. Sfrustrowani legioniści tracili nerwy i w 75 minucie doszło do ostrych przepychanek Chinyamy z nieustępliwym Banasiem, po których obaj otrzymali żółte kartki.

Remis na Legii jest dla Górnika cenny, więc ekipa wracała na Śląsk w dobrych nastrojach. Nieco markotną minę miał tylko Gorawski. - Zszedłem z boiska, bo poczułem ból w nodze - przyznał piłkarz, który w ostatnim czasie często leczył kontuzje. (Dziennik Zachodni)

Super Express: Szczot napsuł im krwi
Od 11 lat kibice Górnika Zabrze czekają na ligowe zwycięstwo swojej drużyny na Łazienkowskiej. Tym razem było naprawdę blisko... Górnik zremisował z Legią 0:0.

Wczoraj w Warszawie emocji nie brakowało, a między piłkarzami obu drużyn ciągle iskrzyło. Zabrakło najważniejszego - bramek.

- OK, goli nie było, ale ten punkt jest dla nas cenny - bronił po spotkaniu swojej drużyny trener Henryk Kasperczak. - Graliśmy mądrze, nie murowaliśmy bramki. Nie byliśmy słabsi od Legii, nie gramy mizerii jak kiedyś.

Górnik zajmuje ostatnie miejsce w tabeli, a mimo to był o krok od zwycięstwa. W przodzie dosłownie szalał Robert Szczot, z którym kompletnie nie radzili sobie obrońcy wojskowych. "Szczocik" kilkakrotnie mógł strzelić zwycięskiego gola, a po faulu na nim sędzia powinien podyktować karnego.

- Cały czas chciałem jakoś napsuć im krwi. Należał się nam rzut karny, a wtedy mogłoby przecież być różnie. Ale cieszymy się z punktu, bo przybliża nas do utrzymania - mówił po meczu Szczot.

Ambitnej postawy nie można również odmówić legionistom, którzy w drugiej połowie ruszyli do frontalnych ataków. Dobrze zagrali na lewej stronie boiska Maciej Rybus i Tomasz Kiełbowicz. Występ Kiełbowicza był zresztą wymuszony. Po tym, jak kontuzji doznał Marcin Komorowski, "Kiełbik" został jedynym lewem obrońcą w drużynie.

Już w końcówce meczu kibice na Łazienkowskiej zaczęli domagać się... zwolnienia trenera Jana Urbana!

- Kibice nie decydują o tym, czy ja pracuję, czy nie. Jestem chłop z jajami i się nie przestraszę. A Górnik ma nóż na gardle. I dlatego tak walczył o ten punkt - podsumował Urban. (Super Express)

Gazeta Wyborcza: Górnik nie dał się Legii, ale wciąż ostatni
Górnik wywiózł remis ze stolicy. - Jak nie można wygrać, to trzeba przynajmniej zremisować. Ten punkt może się okazać bezcenny - mówił po meczu obrońca Grzegorz Bonin. Sytuacja broniących się przed spadkiem zabrzan nadal jest jednak trudna.

Mecz na Łazienkowskiej z pewnością nie zapisze się jakoś specjalnie w bogatej historii rywalizacji obu klubów. Przeżywająca wyraźny kryzys formy Legia długo nie potrafiła zagrozić mądrze ustawionemu w defensywie Górnikowi. Dobre występy zanotowali chwaleni również w poprzednich meczach obrońca Michał Pazdan i pomocnik Mariusz Przybylski. Legia miała zasadnicze kłopoty z rozegraniem, a nawet wyprowadzeniem piłki. Trójka środkowych pomocników Piotr Giza, Maciej Iwański, Roger, mająca zapewnić drużynie Jana Urbana przewagę techniczną w środku, nie zapewniała absolutnie nic. Gracze Urbana coraz mocniej czuli się bezradni, momentami przestawali grać, a tylko sfrustrowani biegali przy przeciwnikach niczym niewybijających się ponad poprawność. Jedyną szansę na gola w pierwszej części zmarnował Giza, strzelając z 10 m nad bramką.

W pierwszej połowie to zabrzanie byli bliżej szczęścia, ale arbiter Hubert Siejewicz nie odważył się podyktować karnego po faulu Astiza na Robercie Szczocie.

W drugiej części trener Górnika Henryk Kasperczak uznał, że warto powalczyć o trzy punkty. Zdjął Przemysława Pitrego z pomocy, przesunął Szczota na skrzydło, a do ataku wprowadził Tomasza Zahorskiego. W grze Górnika niewiele to zmieniło, wciąż była tylko poprawna - bez zagrożenia bramki gospodarzy.

Gospodarze dopiero w ostatnich kilkunastu minutach zepchnęli Górnika do głębokiej defensywy. Mieli wtedy dwie wyborne okazje. Najpierw jednak Sebastian Nowak brawurową interwencją uratował zespół po strzale Takesure Chinyamy. Dwie minuty później Nowak niepotrzebnie wybiegł poza pole karne, ale na jego szczęście Chinyama z ostrego kąta nie trafił piłką do bramki. (Gazeta Wyborcza)

Przegląd Sportowy: Łazienkowska niezdobyta i niezadowolona
Wydarzeniem piątkowego wieczoru dla kibiców piłki w Polsce był niewątpliwie mecz Legii Warszawa z Górnikiem Zabrze. 104. starcie tych gigantów w Ekstraklasie nie dało jednak satysfakcji kibicom i zakończyło się bezbramkowym remisem.

Mecze Legii z Górnikiem zawsze były niezwykle interesujące i często decydowały o losach tytułu mistrzowskiego. Tym razem jednak drużyna z Zabrza - w przeciwieństwie do tej z Warszawy - nie walczyła o mistrzostwo, a o punkty pomocne w utrzymaniu w ekstraklasie.

I wyszło jej to nieźle, cel osiągnęła, będąc drużyną równorzędną. W I połowie zabrzanie mieli nawet dobre okazje do zdobycia bramki, głównie za sprawą bardzo aktywnego Roberta Szczota. Legia zawiodła, podtrzymując wiosenną bessę - zaledwie 3 punkty w czterech meczach.

Jak na mecz drużyn, które łącznie 22 razy zdobywały mistrzostwo kraju, a ich rywalizacja przez długie lata elektryzowała piłkarską Polskę, emocji w piątkowy wieczór było jak na lekarstwo. Z kolei różnica 14 miejsc w tabeli na korzyść Legii - zupełnie niewidoczna. (...) Goście zasłużenie wywieźli cenny punkt z Łazienkowskiej, choć całe widowisko nie może być punktowane wysoko. (Przegląd Sportowy)



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online