Forum
 

Walczy o piłkarską godność

Rozmowa z Damianem Gorawskim, skrzydłowym Górnika Zabrze, byłym reprezentantem Polski.
» Po pięciu latach znów strzeliłeś bramkę w naszej ekstraklasie, twoja forma sportowa idzie w górę. W mocno przebudowanym przez trenera Henryka Kasperczaka Górniku zaczynasz odgrywać wiodącą rolę. Jesteś w stanie wydatnie pomóc zabrzanom, by nie doszło do najgorszego, czyli degradacji?

Damian Gorawski: - Po to przeniosłem się do Górnika, by swoją dobrą grą pomóc mu w ciężkiej sytuacji, w jakiej się znalazł. Jest wielu nowych, dobrych piłkarzy i gra nam się coraz lepiej. Wygrane Wielkie Derby Śląska i remis z Arką są tego dowodem. Czasami mam jednak wrażenie, że lepiej byłoby grać źle i zdobywać punkty, niż grać dobrze i je tracić. A co do nowych zawodników, to z Robertem Szczotem gra mi się wyjątkowo dobrze. Tak jakbyśmy grali z sobą już wiele lat. Mamy podobny styl, doskonale się rozumiemy i myślę, że z każdym spotkaniem będzie jeszcze lepiej.

» A przed Górnikiem arcyważny mecz z Lechem Poznań, który może decydować o waszej przyszłości. Jedno jest pewne - trybuny zabrzańskiego stadionu pękać będą w szwach. Wszak gracie z najlepszym polskim zespołem, który z dobrej strony pokazał się w Europie.

- To może zabrzmi paradoksalnie, ale mnie się lepiej gra z takim rywalem jak Lech, niż Arka. Na pewno Lech będzie grał otwartą piłkę, atakował, więc to nam może ułatwić zadanie. Pamiętam, że grając w Wiśle strzeliłem Lechowi łącznie 3 bramki. W tym dwie w jednym spotkaniu. Nie mam nic przeciwko temu, by teraz ta sytuacja się powtórzyła. Jedno jest pewne, moja forma idzie w górę. Chyba to widać gołym okiem…

» Występy w Wiśle to chyba twój najlepszy okres w karierze. Nauki pobierane u profesora Kasperczaka zaowocowały golem strzelonym Realowi na Estadio Santiago Bernabeu. Czy polskiego piłkarza może spotkać coś bardziej fantastycznego, niż bramka uzyskana na tym słynnym obiekcie?

- Wszystko w porządku, ale nie było szalonej radości, gdyż przegraliśmy z Realem oba mecze i nie awansowaliśmy do Ligi Mistrzów. Ocieraliśmy się o te wyśnione rozgrywki, ale nie udało się Wiśle awansować do rozgrywek grupowych. Ale może kiedyś uda mi się ta sztuka z Górnikiem? Ja nie rozpamiętywałem zbyt długo tego gola w Madrycie, po prostu było, minęło…

» Po wielkich meczach w wielkiej, jak na polskie warunki Wiśle, nadszedł czas na transfer do mocnej, zachodniej ligi. Ale zamiast wymarzonego zachodu był wschód, czyli Rosja. Niektórzy żartowali, że był to "dziki wschód"... FK Moskwa był dla Ciebie zupełnie nowym doświadczeniem?

- Na początku bałem się trochę o mój pobyt w Moskwie. W ogóle nie znałem rosyjskiego, a już alfabet, litery, to był prawdziwy dramat. No i zupełnie inna mentalność Rosjan. Transfer z Wisły do FK Moskwa, to były dwa kroki w tył pod względem organizacyjnym. Temu klubowi brakowało zaplecza, właściwej bazy. Dość powiedzieć, że przez pół roku po treningach brałem sprzęt do domu, by go wyprać. W klubie nie było bowiem pralni. W Polsce byłoby to nie do pomyślenia. Ale pod względem finansowym i sportowym już było w porządku. Moskwa jako miasto robiła na mnie wielkie wrażenie. Tam pieniądz kręci wszystkim. Ale brakuje w tym mieście średniej klasy, na każdym kroku widać wielkie bogactwo i jeszcze większą biedę. Czyli - ogromne kontrasty.

» Moskwa "by night" zapewne kusiła kawalera z Polski?

- Rzeczywiście, życie nocne tam kusi, ale ja znam umiar i wiem, co mi wolno, a czego już nie. Chodziłem do pubów i restauracji, ale bez szaleństw. Z czasem miałem w Moskwie wielu przyjaciół, z którymi bardzo dobrze się rozumiałem.

» Szynnik to raczej nie był krok do przodu w twojej karierze.

- To była lekka stagnacja, ale pod względem sportowym na pewno zyskałem. Było dużo treningów, dużo taktyki, no i cały czas byłem podstawowym graczem tej drużyny. Myśmy cały czas byli skoszarowani w ośrodku treningowym, na życie prywatne nie było już czasu. Cały dzień treningi i omawianie taktyki. Dopiero wieczorem można było wyrwać się do domu z tych "koszar". Tyle poświęcenia, silny skład i wszystko na darmo. Zespół został zdegradowany do pierwszej ligi, ale o tym, że tak się stanie wiedzieliśmy dużo wcześniej. Przeciwko nam byli sędziowie, którzy w niemal każdym spotkaniu gwizdali karne dla rywali.

» Wróciłeś do Polski już jako ukształtowany piłkarz i człowiek. Koniec z romansami i beztroskim życiem playboy'a?

- To co gazety pisały o moim życiu prywatnym, to głównie bzdury wyssane z palca. Tylko moje spotkania z Natalią, znaną modelką, to była prawdziwa historia. Inne rzeczy były zwyczajnie przekręcane, ewentualnie wymyślane. Po powrocie z Rosji walczę o swoje nazwisko, o piłkarską godność. Cały czas muszę grać na wysokim poziomie, to dla mnie sprawa najważniejsza. Postaram się udowodnić wszystkim niedowiarkom, że "Gora" jeszcze wiele potrafi.

źródło: Trybuna Górnicza



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online