Forum
 

Sport: W punkcie wyjścia

W piątek Górnik przekonał się, że walka o utrzymanie będzie przypominała prawdziwa drogę przez mękę. Po sobotnich meczach zespół wrócił na ostatnie miejsce w tabeli, a w perspektywie ma mecze z Legią i Lechem.
Kiedy spiker podał przed meczem wynik konfrontacji ŁKS z Cracovią (4:3) na wypełnionych trybunach stadionu przy Roosevelta zaczęło się wielkie liczenie. Przy ewentualnej wygranej Górnik mógł minąć w tabeli „Pasy” i być może nawet Odrę Wodzisław, co oznaczałoby wyjście ze strefy spadkowej. Tymczasem już w sobotę, po wygranym meczu przez Piast Gliwice było wiadomo, że Górnik wrócił na miejsce ostatnie.

Droga przez mękę
Nauka z konfrontacji przeciwko Arce jest jedna. Mimo przebudowanego składu i wydanych na transfery milionów, walka o utrzymanie w lidze będzie przypominała prawdziwą drogę przez mękę i to bez gwarancji sukcesu. Tym bardziej, że dwa najbliższe mecze Górnik gra z czołowymi zespołami ligi, czyli Legią i Lechem. W naszej lidze może zdarzyć się wszystko, ale w tych spotkaniach każda zdobycz punktowa zabrzan będzie wielkim sukcesem. Co potem? Derby z Piastem w Gliwicach, czyli być może kluczowe spotkanie w walce o pozostanie w lidze. I to bez kibiców Górnika.
W piątek zaimponowały na Roosevelta dwie rzeczy. Publiczność, czyli 18000 non-stop dopingujących Górnika fanów i Arka w pierwszej połowie. – Górnik niczym nas nie zaskoczył. To chyba my zaskoczyliśmy ich – przyznał Bartosz Ława. Oglądający mecz z trybun Janusz Bodziach i Józef Dankowski, dziś pracujący w Gliwicach, a kiedyś grający w Górniku, w przerwie powiedzieli: - Czy Górnik gra słabo? Dzisiaj niewiele im wychodzi, ale proszę zobaczyć jak poukładana i skuteczna jest Arka. Ich przejście z obrony do ataku jest imponujące.

Przybylski z cienia

Górnik przegrał tę cześć meczu zarówno w kontekście wyniku jak i samej gry. Nie można też zapomnieć o prostych błędach popełnionych przez zabrzańską defensywę przy straconych bramkach. To jednak nie wszystko. Jeszcze gorzej wyglądała gra w drugiej linii, gdzie walkę o większość piłek wygrywali goście z Gdyni. Jedynie akcja poprzedzająca gola na 1-1 w wykonaniu zabrzan była od początku do końca imponująca. Problem w tym, że drugiej takiej w pierwszej połowie Górnik już nie przeprowadził. Biorąc jednak pod uwagę, że był to pierwszy gol strzelony przez zabrzan z akcji od meczu z Bełchatowem (2 listopada 2008, czyli siedem kolejek wstecz!) i tak można mówić o postępie.
Henryk Kasperczak może mieć satysfakcję, że obie bramki to olbrzymia zasługa „nowych”. Szczot i Gorawski podzielili się bramkami i asystami, ale nic by z tego nie wyszło, gdyby nie kapitalne, rozpoczynające akcje podania Mariusza Przybylskiego, chyba najrówniej grającego piłkarza na boisku. Adam Banaś w defensywie tym razem tak pewny już nie był, ale to on miał w piątek najwięcej okazji bramkowych. Uderzenie minimalnie nad bramką, kapitalny strzał w poprzeczkę i „piłka meczowa” w 91 minucie, wybita po jego uderzeniu przez Bartosza Ławę z linii bramkowej. Brakuje w tym zestawieniu Pawła Strąka, na razie będącego najdalej od optymalnej dyspozycji.

Folklor
Górnik to wciąż zespół bardzo daleki od ideału. Nie powalają swoją grą boczni obrońcy, obok Strąka na pewno w drugiej linii można więcej wymagać od Dariusza Kołodzieja. W piątek niewiele wniosły zmiany przeprowadzone przez Kasperczaka. Piotr Madejski i Tomasz Zahorski przynajmniej szukali gry, ale już Marius Kiżys na boisku po prostu tylko przebywał.
Co ciekawe, wystarczył drugi mecz w rundzie, by Górnik odszedł od preferowanego przez Kasperczaka ustawienia 4-5-1 na 3-5-2, z Zahorskim i Szczotem w ataku. Po tej roszadzie padło wyrównanie, ale pewnie w Warszawie trener wróci do wyjściowego ustawienia.
Co poza spikerem zmieniło się na Roosevelta? Ogólnie dostępna nie jest już kawiarnia, z której zrobiono biuro prasowe. Nie jest problemem, że w przerwie nie znalazła się w nim nawet herbata, szkoda tylko, że po meczu było w nim sporo osób, za to zabrakło miejsca dla części dziennikarzy. Jak coś zmieniać to na lepsze, a to się na Górniku nie udało. Trzy lata temu też ktoś wpadł na podobny pomysł, na szczęście wycofał się z niego po… jednym meczu. Świętej pamięci Bolek Niesyto powiedziałby krótko – folklor.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online