Forum
 

Wspomnienie o Wielkim Kibicu

Choć był warszawiakiem kibicował Górnikowi. Tak jak pół Polski zakochał się w Wielkiej Drużynie z przełomu lat 60. i 70. Kiedy mieszkał i pracował na Śląsku był częstym gościem na Roosevelta. Ale nawet gdy 10 lat temu wrócił na stałe do Warszawy, nadal przyjeżdżał na mecze do Zabrza. Interesował się Górnikiem nawet wtedy, gdy drużyna przędła cieniutko i ledwo, ledwo utrzymywała się w ekstraklasie. Ile ten klub dał mu najpierw dumy i radości, tyle potem przyniósł trosk i zmartwień. Ale pozostał mu wierny. Wielka szkoda, że kolejnej Wielkiej Drużyny z Zabrza, tej z drugiej dekady XXI wieku, już nie doczeka.

Profesor Zbigniew Religa nie żyje. Miał 70 lat

"Kiedy ostatni raz był Pan na meczu Górnika Zabrze?

- W rundzie wiosennej poprzedniego sezonu. W kwietniu, może w maju.

Ale niezmiennie jest Pan zaprzysięgłym kibicem zabrzan?

- Jestem. I nigdy nie będzie inaczej. Tylko martwię się ostatnio o Górnika.

Właśnie. Czy wie Pan, za ile można dziś kupić Pana ukochany klub?

- Słyszałem. Za cztery miliony złotych.

I jak Pan to odbiera?

- Fatalnie. Dla mnie Górnik to historia polskiej piłki nożnej. Należę do tych kibiców, którzy zakochali się w tym klubie bardzo dawno temu. Wtedy Górnik był wielki, był wspaniały. Grali Lubański, Szołtysik, Oślizło, Pol, Anczok... Nazwiska giganty, plejada znakomitych zawodników. I moja miłość do klubu z Zabrza została, tyle że teraz mam marzenie, żeby Górnik znów kiedyś będzie wielki. Marzenie, które się nie spełnia...

Pewna firma farmaceutyczna skłonna była kupić akcje Górnika. Ale natychmiast chciała zmienić nazwę, dodając do historycznej swoją. Co Pan na to?

- To jest skandal. Zmienianie nazw klubów, które mają takie tradycje, uważam za niedopuszczalne. Ktoś, kto tak robi, tym samym traci takich kibiców jak ja. Kibicuję Górnikowi Zabrze i nie chcę żadnych nowych określeń, przymiotników. To jakiś dziki wymysł, to mnie obraża. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem. Wszystkie wielkie kluby, czy to w Polsce, czy w Europie, ustrzegły się tego. I tak ma być. To jest historia.

Czyli to niemożliwe, by rząd, którego jest Pan ministrem, kupił te akcje, zaczął sponsorować klub, zmieniając jego nazwę na Górnik Becikowe Zabrze?

- To dobre (śmiech). Nie, nie, to jest absolutnie wykluczone. Nie mówiąc już o tym, że nieczyste. Bo albo robimy jak dawniej, że wszystko było państwowe, albo samorządna liga. Nie może być tak, że jeden klub nagle finansuje rząd.

A ma Pan receptę dla Górnika?

- Nie mam. Jestem kibicem, a nie działaczem. Nie potrafię się obracać w tych wszystkich mechanizmach rządzących polskim futbolem. Bo z tego, co do mnie dochodzi, co się dzieje za kulisami, to ja nie mogę wielu rzeczy zrozumieć. To świat nie dla mnie, mnie tam nie ma. Te wszystkie dziwne przepływy finansowe... Słyszę, co się dzieje w tym środowisku, i jest to dla mnie odrażające. W związku z tym recepty nie mam. No, może poza taką jedną normalną, żeby właścicielem Górnika stała się mocno stojąca firma, która poświęci bardzo duże pieniądze, by wielki Górnik wrócił. Ale jednocześnie musi to być firma rozsądna, znająca się na futbolu, rozumiejąca go. Bo na przykład kompletnym nonsensem i kretyństwem jest dla mnie to, co się dzieje teraz z trenerami w polskich klubach. Ta nieustanna karuzela, te chore oczekiwania, że nowy szkoleniowiec musi od razu wygrywać. W wielkich klubach europejskich trenerzy pracują wiele, wiele lat. Kiedy ja obejmuję na przykład klinikę i chcę coś zrobić, potrzebuję na to czasu. Nie ma prostych operacji.

Rozumiem, że rząd nie może kupić Górnika, a Pan wydać żadnego rozporządzenia, które uzdrowi ten klub. Ale może Pan lobbować...

- Moje lobbowanie to moja obecność na meczach. Tyle że jeszcze przed rokiem to było dla mnie bardzo proste i często przychodziłem na stadion w Zabrzu. Później, jak wiadomo, trochę się zmieniło. Była kampania, zostałem ministrem. Mój czas jest dziś inny. Nadal każdy przyjazd na Górnika to dla mnie wytchnienie, ja się tam świetnie czuję. Znam wszystkich na trybunie WIP-owskiej, wszyscy zawsze przychodzimy z nadzieją, że od tego meczu będzie już lepiej. To dla mnie rodzaj radosnego święta. Ale co ja mogę więcej zrobić?

Na przykład porozmawiać z kim trzeba... Zatelefonować, zaproponować... Byli już w historii Górnika ministrowie kibice, był nawet minister prezes. I wtedy klub był najlepszy w Polsce.

- Proszę pana, przy całej mojej miłości do Górnika nie wykorzystam stanowiska ministra, by zrobić cokolwiek, co mogłoby być sprzeczne z prawem.

Ale serce się Panu kraje?

- Oj, tak. Płaczę i boję się, co się stanie z moim Górnikiem. Że nowy właściciel będzie patrzył nie na dobro Górnika, lecz na swój interes".

Powyższa rozmowa z Profesorem ukazała się w "Gazecie Wyborczej" w grudniu 2005 roku.

źródło: http://czado.blox.pl/



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online