Forum
 

Szczot: Uśmiech na twarzy

Robert Szczot sprowadzony z Jagiellonii Białystok za 1,7 mln złotych, to najdroższy zimowy transfer zabrzan. W sobotę ofensywny piłkarz udowodnił, że walka z rywalem nie jest mu obca. Zawodnicy Ruchu mieli spore kłopoty z upilnowaniem ruchliwego napastnika. Do tego kiedy przejął już piłkę, to odebranie jej 27 letniemu Szczotowi graniczyło praktycznie z cudem. 

- Od sobotniego spotkania Górnika z Ruchem Chorzów minęło już kilka dni. Czy w zabrzańskiej szatni nadal panuje euforia po wygranej nad odwiecznym rywalem?

- Powoli zaczynamy już zapominać o tym meczu, bo w głowie mamy już kolejne spotkania. Nasza sytuacja w tabeli nie jest dobra, więc nie mamy czasu na zbyt długie rozpamiętywanie tego meczu. Oczywiście wszyscy bardzo cieszymy się z tej wygranej, a w poniedziałek każdy miał na treningu uśmiech na twarzy, ale tak jak mówię, wystarczy już tej radości. Nie da się jednak ukryć, że wygrana z Ruchem poprawia samopoczucia wszystkim w klubie, kibicom, działaczom i samym piłkarzom. No i ma też wątpliwości, że wspomnienia z Wielkich Derbów Śląska na pewno pozostaną w mojej pamięci na wiele lat.

- Czytając opinie prasowe po sobotnim meczu, można znaleźć dosyć sprzeczne oceny pana postawy. Jedni chwalą Roberta Szczota, a inni znowu mówią, że nie był to wcale rewelacyjny występ. A jak pan sam ocenia swój debiut w barwach Górnika?

- Wiem, że to nie jest wszystko na co mnie stać. Jestem przekonany, że udowodnię jeszcze, że Górnik będzie miał ze mnie sporo pożytku. Pamiętam z Jagiellonii mecze, w których grałem na bardzo wysokim poziomie i liczę, że w Zabrzu również przyjdzie ta szczytowa forma.

- Złośliwi podkreślają, że pokazał pan jedynie serce do walki, a zabrakło w pana grze finezji.

- Bo to nie był mecz, w którym można było pokazać finezyjną grę. Tutaj liczyła się walka, zaangażowanie i ciężka harówka na boisku. Zespół, który miał więcej serca do zasuwania, ten zszedł z murawy zwycięski. A do siebie osobiście oczywiście mam kilka uwag. Mogłem raz lepiej zagrać, to może padłby z tej akcji gol, zaś w drugiej sytuacji mogłem dokładniej podać do Damiana Gorawskiego. Wtedy znalazłby się w doskonałej sytuacji strzeleckiej. Nigdy nie jestem zadowolony ze swojej postawy w pełni. Zawsze znajdzie się jakaś akcja, którą można było rozegrać lepiej.

- Czy po sobotnim meczu nadal czuje się pan wart 1,7 mln złotych? Czy może pana wartość po tym spotkaniu wzrosła? A może spadła?

- Cenę jaką Górnik zapłacił Jagiellonii za ściągnięcie mnie do Zabrza znam jedynie z doniesień prasowych. Przyznam jednak szczerze, że kompletnie się tym nie interesuję. Na pewno nie ma takiej sytuacji, że nie śpię po nocy zastanawiając się nad tym, ile Górnik za mnie zapłacił i ile jestem warty na dzień dzisiejszy. W każdym meczu wychodzę na boisku, aby udowadniać, że jestem warty, aby na mnie stawiać. Dodatkowo mam dług w stosunku do klubu i trenera, że chcieli po mnie sięgnąć. Chcę swoją dobrą grą odwdzięczać się im za to. A to, że znajdą się tacy, którzy powiedzą, że Górnik przepłacił, to jest więcej niż pewne. Nie dbam o to jednak.

- Czy dobrze czuje się pan na środku ataku? Czy nie lepiej byłoby, gdyby znalazł się pan jednak na lewym skrzydle? Zresztą podczas meczu zdarzało się panu uciekać na skrzydło.

- To było założenie taktycznie. Jeśli do piłki, która była kierowana na skrzydło nie zdążyli dobiec boczni pomocnicy, to miałem tam pojawiać się ja. Natomiast skrzydłowi mieli w tym momencie zajmować moją nominalną pozycję. W ten sposób robiliśmy też małe zamieszanie w szeregach chorzowian, którzy czasem tracili orientację, co się dzieje. Jeśli zaś chodzi o to, gdzie czuję się najlepiej, to nie ma to dla mnie większego znaczenia. Jeżeli trener widzi mnie na pozycji wysuniętego napastnika, to zrobię wszystko, aby go przekonać, że ma rację. Wychodzę z takiego założenia, że jeżeli szkoleniowiec tak uważa, to ma rację. Moja w tym głowa, aby udowodnić, że się nie myli. No i dodatkowo można wytrącić z ręki argument tym, którzy powiedzą, że Górnik przepłacił za Szczota (śmiech).

- Czy Wielkie Derby Śląska zrobiły na panu wrażenie? Uczestniczył pan już kiedyś w takim meczu?

- Grałem w derbach Łodzi, które w Polsce również mają już swoją markę. Tam miasto dzieli się na pół i przez ostatnie kilkanaście dni nie mówi się o niczym innym jak tylko o meczu ŁKS-u i Widzewa. Wielkie Derby Śląska to jednak coś znacznie większego. Stadion Śląski i ponad 40 tysięcy kibiców, robią dodatkowe, niesamowite wrażenie, którego nie da się powtórzyć na żadnym innym obiekcie w Polsce. Był śmieszny akcent przed meczem, kiedy Damian Gorawski zaczął wspominać swój mecz rozegrany na Stadionie Śląskim w barwach reprezentacji Polski przeciwko Anglii. Byłem wtedy na trybunach jako kibic. Stwierdziliśmy, że dziwne są losy ludzkie, bo teraz wychodzimy na boisko wspólnie.

- Jak pan zatem ocenia początek rundy? Czy to pierwszy krok do utrzymania Górnika w ekstraklasie?

- Tak jak już mówiłem, to tylko pierwszy krok. My musimy walczyć w każdym meczu o trzy punkty, tak aby jak najszybciej oddalić się od strefy spadkowej. To dla nas niezwykle ważny cel, bo nikt nie wyobraża sobie ekstraklasy bez Górnika. Oczywiście początek jest bardzo ważny, ale po wtorkowej analizie meczu z Ruchem, każdy z drużyny myśli już tylko o potyczce z Arką. Gdynianie przegrali wysoko 0-3 z Jagiellonią i teraz będą chcieli się zrehabilitować. To dla nas bardzo ważny mecz.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online