Forum
 

Piłka czy nieruchomości?

Krzysztof Bukalski (fot. drożdżal)Z przerwami grał w polskiej lidze kilkanaście lat. Jesienią był jednym z najstarszych graczy ekstraklasy. Krzysztof Bukalski, pełniący ponad dwa lata funkcję kapitana Górnika Zabrze, po ostatnim meczu ligowym zakończył piłkarską karierę. Nowy rok zaczął jako futbolowy emeryt. 

- Czym zajmuje się piłkarski emeryt?

Emeryt to za dużo powiedziane. Przynajmniej tak się nie czuję. Z drugiej strony fakty są nieubłagane i dziś można już mówić, że kiedyś w piłkę grał taki Bukalski. Co robię? Na pewno nie siedzę cały dzień przed telewizorem. Nie da się pozbyć pewnych nawyków po 22 latach grania w „dorosłą” piłkę. Udzielam się w drużynie oldbojów Wisły. Z Kazimierzem Kmiecikiem, Markiem Motyką i innymi, naprawdę wielkimi piłkarzami tego klubu sprzed lat. Tam trudno czuć się emerytem, skoro młodszy jest tylko Marcin Jałocha. To głównie on nosi sprzęt.

- Rozumiem, że decyzja była przemyślana.

Oczywiście, bo miałem na to kilka miesięcy czasu. Latem ubiegłego roku założyłem sobie, że zimą odpowiem na pytanie, czy ma to jeszcze sens. Chyba nie miało. Górnik przebudował skład, grają piłkarze młodsi, powstaje w klubie coś nowego i wierzę, że dobrego. Mam w tym roku 38 lat, czyli i tak byłem w lidze dinozaurem. Mam satysfakcję. Pomogłem Górnikowi przejść trudny okres, a pożegnanie odbyło się na stadionie wypełnionym kilkunastoma tysiącami ludzi, którzy dziękowali mi za grę. To dla piłkarza ogromna satysfakcja.

- Do Zabrza trafił pan w 2003 roku, w wielu 33 lat. Spodziewał się pan, że potrwa to ponad cztery lata?

Nigdy. Ściągał mnie prezes Zbigniew Koźmiński. Do klubu przyszedł też Kaziu Moskal, od lat znałem Marka Koźmińskiego. Wydawało się, że zaczyna tworzyć się coś trwałego, na kilka ładnych lat. To było wezwanie. Zakładałem jednak wtedy, że pogram rok i powiem „dość”. Każdy wie co działo się potem. Finansowo klub nie stanął na dwóch stabilnych nogach. Sprzedawano praktycznie każdego, na kogo był chętny. Coraz starszy Bukalski na tej liście się nie łapał, więc zostawał na kolejne lata i robił swoje.

- Nie żal, że lepiej zaczęło być dopiero wtedy, kiedy pan uznał, że czas kończyć?

Mistrzem Polski byłem, grałem kilka bardzo ważnych meczów w reprezentacji, spędziłem kilka sezonów na Zachodzie. Nie czuję się rozczarowany i przegrany. Oczywiście, że lepiej grać o wysokie cele, ale pytanie czy w takiej drużynie byłoby w ostatnich latach dla mnie miejsce? Górnik to jest firma. Nawet na czternastym miejscu w tabeli. Ratowanie jej przed spadkiem to było ogromne wyzwanie. Teraz powstaje coś nowego, ale brawa dla mnie na pożegnanie świadczą o tym, że kibice – znający się na piłce – pamiętają, co wiele osób zrobiło dla klubu w najtrudniejszych latach.

- Wielu trenerów, kilku prezesów, kilkudziesięciu piłkarzy... Sporo jak na kilka lat.

Taka była specyfika Górnika tych lat. Nie chcę oceniać prezesów i trenerów. Pracowali w trudnych czasach, każdy pewnie robił wszystko co mógł, by Górnik trwał. Choć jeden lepiej, a drugi gorzej. Piłkarze? Nie dało się zbudować zespołu, jeżeli co pół roku wymieniano 7-9 piłkarzy. Choć grało przez te lata na Roosevelta kilku naprawdę świetnych piłkarzy.

- Górnik, który pan opuścił?

Jestem przekonany, że z tego powstanie coś bardzo dobrego. Nie wiem czy Górnik za cztery lata będzie mistrzem Polski. W piłce takie deklaracje są niebezpieczne. W przyszłym sezonie ten zespół będzie jednak grał już o pierwszą czwórkę. Na tytuł jest jeszcze za wcześnie.

- Zostawmy już Górnika. Co – poza oglądaniem ligi w telewizji – będzie robił Krzysztof Bukalski?

Na telewizji się nie skończy. Będzie mnie można spotkać na meczach Wisły, Cracovii i Górnika. Myślę, że w miarę regularnie. Co poza tym? Opcje są dwie i nie mają ze sobą wiele wspólnego.

- Pierwsza?

Zacznijmy od tej sportowej. Jestem trenerem drugiej klasy, mam do napisania tylko pracę, ale to nie jest problem. Biorę pod uwagę pracę w tym fachu, ale głównie z seniorami. Miałem 16 lat, kiedy trafiłem do „dorosłej” piłki. Ją znam i na pewno lepiej czuję. Poza tym praca z młodzieżą w naszych warunkach nie jest – niestety – pomysłem na utrzymanie rodziny. Nie wchodzi w rachubę rola grającego trenera. Jestem z tej opcji, która uważa, że nie da się tych ról pogodzić. Czyli obie rzeczy robi się źle, zamiast jedną dobrze. To mnie nie interesuje.

- Opcja druga?

Nieruchomości. Od kilku lat trochę w tym siedzę i jest to pomysł na życie. Wielu znajomych i przyjaciół zajmuje się tymi sprawami, więc powinienem dać sobie radę.

- W tym roku ma być mały regres.

Chyba nie. Kraków to specyficzny i dobry rynek.

- Czego dziś jest pan bliżej?

Propozycji pracy trenerskiej nie dostałem, a sam nie będę dzwonił i pytał. Dlatego na teraz raczej nieruchomości. Mam wybór, a to już wielki plus. Furtka pozostania w futbolu jest cały czas otwarta.

- Nie jest pan rozczarowany, że nikt z Wisły do tej pory nie zadzwonił. Mając pana na wyciągnięcie ręki?

Nie. Nie jestem pępkiem świata i nie przypuszczałem, że po zakończeniu kariery rozdzwonią się telefony. Także z Reymonta. Twardo stąpam po ziemi. Każdą ofertę z Wisły poważnie bym jednak rozważył.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online