Forum
 

Rozmowa z Jerzym Brzęczkiem, nowym piłkarzem Górnika

Jerzy Brzęczek (fot. Przegląd Sportowy)- Jestem tutaj między innymi po to, by uświadomić młodym piłkarzom, czym jest Górnik i – mam nadzieję – na boisku pomóc odbudować wielkość tego klubu – powiedział Jerzy Brzęczek. 

» Dlaczego Górnik?
Jerzy Brzęczek: - Miałem oferty z klubów drugiej ligi austriackiej, ale pozostanie w tym kraju nie wchodziło już w rachubę. Chcieliśmy wracać do Polski. Były oferty z Jagiellonii Białystok oraz GKS Bełchatów. Wybrałem jednak Zabrze. Także przez sentyment. Tutaj grałem i mam poczucie niedokończonej pracy. Poza tym to był wielki klub, który robi wszystko, by tę wielkość powoli odbudować. Chciałbym Górnikowi w tym pomóc.

» Kiedy zaczęliście rozmowy?
- Mniej więcej tydzień temu. Praktycznie było już wtedy przesądzone, że odejdę z Tirolu. W piątek miałem konferencję, podczas której wyraziłem swoją opinię na temat funkcjonowania klubu. To było praktycznie moje pożegnanie z Tirolem i Austrią. W niedzielę byłem w Polsce, zdecydowany na grę w Górniku.

» Roczny kontrakt oznacza, że za rok nie zagra pan w Pucharze UEFA przeciwko Dortmundowi Kuby Błaszczykowskiego?
- To byłoby sympatyczne, ale powoli. Kubie życzę jak najlepiej, jednak skupiam się na Górniku i mojej w nim roli. Myślę, że władze klubu działają rozsądnie. W piłce nie da się zbudować zespołu z dnia na dzień. To proces, który musi być rozłożony w czasie. Z drugiej strony wiem, jakie są oczekiwania, ilu na mecze Górnika przychodzi kibiców... Jestem także po to, by uświadomić młodym ludziom, czym jest Górnik, do jakiego trafili klubu. To chyba równie ważna rola jak gra na boisku.

» Wspomina pan czasami mecz z Legią, którym przegraliście mistrzostwo Polski w 1994 roku?
- Tak, bardzo często. To był okres, kiedy wydawało się, że Górnik wraca do swoich najlepszych czasów. Potem okazało się, że niewiele z tego wyszło. Przy okazji, mogę żałować, że nie ma z nami pana Bolka Niesyto. To był wielki człowiek, serdeczny przyjaciel. Byłem wstrząśnięty kiedy dowiedziałem się o jego śmierci.

» Poza Hajtą zna pan kogoś w szatni?
- Szczerze? Chyba tylko Piotrka Malinowskiego, bo to chłopak z ęstochowy. Kuba Błaszczykowski namawiał zresztą ludzi w Wiśle, by po niego sięgnęli. To ciekawy zawodnik, ma wielki talent. Zresztą takich jest pewnie więcej w nowym Górniku. Tylko, że talent to część sukcesu. Ważna jest mentalność, profesjonalizm, chęć bycia coraz lepszym... Wszystko w nogach i głowach tych zawodników, a ja zawsze służę pomocą.

» Liga polska jest dziś porównywalna z austriacką?
- W ostatnich latach kluby austriackie zwykle wygrywały, ale te proporcje się zmieniają na korzyść Polski. Choć w Austrii są za rok mistrzostwa Europy, poziom spadł, nie przyjeżdżają gwiazdy, są liczne skandale, kluby bankrutują. Na mecze chodzi mało kibiców. Wyjątkiem jest Salzburg. W Polsce od pewnego czasu klimat dla futbolu jest znacznie lepszy, a to musi przynieść rezultaty.

» Czyli warto wracać.
- Tak, choć nie chciałbym być traktowany jak emeryt, który przyjechał do Górnika na emeryturę. Gdybym miał cień wątpliwości, czy fizycznie i sportowo podołam, to na pewno bym dziś w Zabrzu nie był. O swoją dyspozycję jestem naprawdę spokojny. Wracając do pytania, polska piłka ma za sobą najtrudniejszy okres, kiedy kluby przestały być górnicze, hutnicze, wojskowe, milicyjne... Kilka upadło, niektóre – jak Górnik – przetrwały, cały czas są w lidze. Są sponsorzy, myślę że w nowym sezonie 7-8 klubów może grać naprawdę bardzo dobrą piłkę i wynik będzie sprawą otwartą. Jednym z nich powinien być Górnik i z tego cała piłkarska Polska na pewno się cieszy. To ważne, by piłkarz nie grał meczu o najwyższą stawkę dwa razy w roku, jak w Polsce bywało. Te proporcje się zmieniają. Kiedy sukcesy odnieśli polscy siatkarze i piłkarze ręczni, powiedziałem w szatni do kolegów, że teraz czas na polskich piłkarzy.

» Powroty Świerczewskiego i Hajty pomogły panu podjąć decyzję?
- Bardzo. Myślę, że 1,5 roku temu nie zdecydowałbym się na ponowną grę w polskiej lidze. Dziś tak.

» Co na to rodzina?
- To była trudna decyzja, trudniejsza niż wybór klubu. Dzieci to nastolatki, niemal całe życie spędziły w Austrii. Wiem, że wracając do Polski ryzykuję, czeka ich trudny pierwszy okres. Dlatego dziś najtrudniejsze decyzje dotyczą miejsca zamieszkania, znalezienia szkoły dla dwójki dzieci. Ale z tym też sobie poradzimy.

» Na początku lat 90-tych był pan prawdziwą gwiazdą polskiej młodzieżówki. Nie żałuje pan dziś, że potem nigdy nie trafił do silniejszych lig. Niemieckiej, włoskiej, francuskiej...
- Pewien niedosyt pewnie jest, ale nie będę narzekał. Przeżyłem wiele pięknych chwil, odnosiłem sukcesy, byłem cenionym piłkarze. Nie przez rok, ale całą dekadę. W 1992 roku miałem jechać do Udinese z Markiem Koźmińskim. Prezes Krzyżostaniak chciał jednak za mnie 1,2 miliona dolarów, a Włosi dawali 800 tysięcy. Z Górnika miałem jechać do Osasuny, ale uznano wtedy, że puszczą Ryśka Stańka. Tak było kilka razy. Czasu nie cofniemy, ale nie mam powodów, by czegoś się w swojej karierze wstydzić.

» Co za rok?
- Nie wiem, poczekajmy. Może jeszcze będę grał, może zacznę pracę w Górniku w innej roli. O tym też niezobowiązująco rozmawialiśmy.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online