Forum
 

Sławik: Chciałbym zdobyć mistrzostwo z Górnikiem i GKS-em

Mateusz Sławik (fot. drożdżal)"Grałem kiedyś połówkę meczu ze złamanym nosem, trenowałem z szyną usztywniającą pękniętą kość w nadgarstku. Odpuściłbym tylko wtedy, gdyby mi urwało rękę" - tak Matuesz Sławik, bramkarz Górnika Zabrze i "świeżo upieczony" ojciec, opowiada "Tylko Piłce" o swoim "szaleństwie". 

Jest pan uznawany za osobę niesłychanie spokojną, wyważoną, wypowiedzi zawsze wydają się być uprzednio kilka razy przemyślane. A podobno każdy bramkarz musi być szaleńcem...

- Bo to prawda! Jestem wariatem, tylko takim cichym. Ale też mam "swój świat". Koledzy śmieją się ze mnie, że na każdy dalszy wyjazd zabieram gryf ze sztangi, by krótko przed spotkaniem dynamicznie się rozgrzać. Mam "hopla" na punkcie nowinek z dziedziny przygotowania fizycznego. To efekt znajomości z prof. Janem Chmurą, który niejednokrotnie, biezintersownie udzielał mi cennych wskazówek. Przed meczem nie obejdzie się również bez specjalnego, energetyzującego dania (np. na bazie ryżu) przygotowywanego najczęściej przez moją żonę.

Fakt, że nie odczuwa pan bólu, też należy do wachlarza ekstrawagancji Sławika?

- A co to jest ból? (śmiech). Grałem kiedyś połówkę meczu ze złamanym nosem, trenowałem z szyną usztywniającą pękniętą kość w nadgarstku. Odpuściłbym bramkę tylko wtedy, gdyby mi urwało rękę. A mówiąc całkiem poważnie, uważam zwiększoną odporność na ból za jeden z większych objawów "odmienności" bramkarzy.

Pana nowonarodzona córeczka jest ponoć głośniejsza niż zabrzańska "Torcida" w najlepszej formie. Czy jej nocny doping doprowadza pana do szaleństwa?

- Faktycznie Hania jest bardzo żywiołowym maleństwem i nie daje nam spać. Jak większość małych dzieci ma problemy z kolką, ale chyba zwielokrotnione. Narodziła się w czasie, gdy walczyliśmy o utrzymanie, więc może stąd wzięły się u niej takie głosowe predyspozycje.

Do pana cech szczególnych na pewno należy zaliczyć także tzw. bycie na ostatni moment...

- Rzeczywiście często melduję się w klubie kilka minut przed rozpoczęciem zbiórki poprzedzającej treningi, a z szatni wychodzę zawsze ostatni. Już nie raz płaciłem regulaminową karę za te spóźnienia, ale wynikają one jedynie z mojego spokojnego, zdrowego trybu życia. Na poród nie zdążyłem, ale to dlatego, że Hania się pośpieszyła. Kiedy przychodziła na świat, graliśmy derby z Odrą. Za to teraz spędzam z nią wiele czasu, a ona wynagradza mi tę nieobecność z nawiązką. Taka kochana jest!

Jak Mateusz Sławik spisuje się w roli ojca?

- To Hania oceni, gdy dorośnie. Na razie każdego dnia uczę się czegoś nowego. Mam pewny bramkarski chwyt, więc nie boję się, że dziecko mi wypadnie z rąk (śmiech). Razem z żoną Małgosią będziemy dążyć do tego, by córka miała w przyszłości warunki do realizowania swoich pasji. To nasz główny cel.

Po dobrej rundzie jesiennej, wiosną forma już tak bardzo nie panu dopisywała. Czy to też było związane z narodzinami dziecka?

- Ta słabsza runda to wypadkowa wielu czynników. Jestem profesjonalistą, ale nie mam serca ze stali. Możliwość przedwczesnych narodzin córki nie ułatwiała mi pracy. Poza tym zachwianie ciągłości myśli treningowej poprzez pracę z różnymi szkoleniowcami mogło mieć wpływ na obniżenie formy. Ale kryzysy to normalna kolej rzeczy. Ważne, żeby były chwilowe.

Zatem powrót do dobrej dyspozycji jest teraz pana głównym celem, wyłączając sferę rodzinną?

- Konkurencja do obsady roli bramkarza "nr 1" w Górniku ciągle wzrasta, więc na pewno czeka mnie wiele pracy. Zawsze można coś poprawić. Ale to nie jedyne plany. Kiedyś marzyłem, by zagrać w Milanie. W piłce wszystko jest możliwe, ale twardo stąpam po ziemi i na angaż przy San Siro już nie liczę. Chciałbym jednak zdobyć z Górnikiem 15 mistrzostwo Polski w historii tego klubu, a na zakończenie kariery zostać mistrzem kraju w barwach GKS Katowice, któremu wiele zawdzięczam. Być może w nowym sezonie zdobędę też pierwszą w karierze bramkę - dla Hani. Jeśli trener i koledzy pozwolą, podejdę do rzutu karnego. W ubiegłym sezonie walcząc do końca o utrzymanie, byłoby to zbyt ryzykowne.

Niewielu kibiców wie, że powoli zajmuje się pan "trenerką". To kolejne marzenie do spełnienia?

- Skończyłem AWF o specjalizacji trenerskiej i mam licencję trenera drugiej klasy. Jednakże moje obecne doświadczenie w tej materii jest na razie raczej zabawą. Przez rok prowadziłem grupę siedmiolatków z GKS Katowice, udzielałem także wskazówek drużynie występującej w rekreacyjnej lidze piłki nożnej halowej. Na prawdziwą pracę w roli trenera przyjdzie jeszcze czas, choć już teraz wiem, że chciałbym szkolić bramkarzy. Słyszałem kiedyś taką opinię, że przeprowadzono ze mną tyle wywiadów, iż nie mam już o czym mówić. Chcę się wypowiadać przede wszystkim poprzez dobre występy na boisku, a potem mam nadzieję także w roli trenera, poprzez rzetelną i sumienną pracę szkoleniową.

Rozmawiał: Adrian Wawrzyczek / Tylko Piłka



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online