Forum
 

Syn marnotrawny

Krzysztof Hetmański  (fot. Dariusz Czernik / Sport) – Zawsze byłem dla ciebie jak ojciec, a ty mnie wykiwałeś. Wróć do Polski – wyrzucał kiedyś Hetmańskiemu prezes GKS Katowice. No i Hetmański wrócił. Ale dopiero po 19 latach. I to do Górnika Zabrze.
Nowy dyrektor sportowy Górnika wprowadza w Zabrzu niemiecki model funkcjonowania klubu. Za Łabą Krzysztof Hetmański nie tylko zdobywał bramki, ale również wykształcenie. Swoje pomysły chce realizować w Górniku, który za 3 lata ma grać w europejskich pucharach.

Nie dojechał do Włoch
– Znam skautów i menedżerów niemieckich, którzy jeżdżą po całej Europie w poszukiwaniu talentów. Będę z nimi współpracował i bardzo możliwe, że już niedługo w Zabrzu grać będą piłkarze z wielu krajów. Także z Niemiec – zapowiada Hetmański, który był w latach 80-tych nieźle zapowiadającym się napastnikiem. Zaczynał w Górniku MK Katowice, gdzie kilka lat wcześniej objawił się talent Jana Furtoka. Można powiedzieć, że ich kariery były bliźniacze, razem grali w GKS Katowice, niemal w tym samym okresie wyemigrowali do Bundesligi. W przypadku Furtoka był to wyjazd legalny, natomiast Hetmański uciekł z Polski, by zrobić karierę w Niemczech. W „Orbisie” wykupił wczasy samochodowe do Włoch, więc przyznano mu paszport. Zapakował żonę do dużego fiata, jednak do Italii nigdy nie dojechał. – Bardzo szybko rozpocząłem treningi w FC Homburg, drużynie, która grała w 1. Bundeslidze – wspomina wydarzenia sprzed 19 lat Hetmański. – Prezes „Gieksy”, Marian Dziurowicz był jednak czujny i zdyskwalifikował mnie na trzy lata. FIFA skróciła mi jednak karę do dwunastu miesięcy.

Bilet do wojska
Dziurowicz osobiście pofatygował się do Niemiec, by spotkać się z synem marnotrawnym.
– Zawsze byłem dla ciebie jak ojciec, a ty mnie wykiwałeś. Wróć do Polski, a po roku wyjedziesz legalnie na kontrakt – zachęcał go obecnie nieżyjący już Dziurowicz, który jednak nic nie uzyskał. Chłopak nie był w ciemię bity, z domu rodzinnego otrzymał zresztą ostrzeżenie, że czeka już na niego bilet do wojska. Jeżeli by tylko przekroczył granicę z NRD, zajęłaby się nim żandarmeria wojskowa. Dziurowicz nic nie wskórał prośbami i groźbami, zaś jego były pupil po rocznej karencji zadebiutował w FC Homburg, w którym było już dwóch Polaków, Roman Wójcicki i Krzysztof Kajrys. Był też Andrzej Buncol, ale „Krupniok” akurat odszedł do Bayeru Leverkusen. W Bundeslidze były gracz „Gieksy” zaliczył 28 spotkań i zdobył jednego gola. Hetmański, do którego Niemcy zwracali się per „Christopher” dostawał w Homburgu tylko 5 tysięcy marek pensji. – Ale to już zasługa pewnego menedżera, którego nazwiska nie będę wymieniał, by się nie denerwować – robi groźną minę na wspomnienie oszusta. – Ten facet skasował za mnie więcej, niż ja zarobiłem przez dwa lata gry. Tak samo oszukał Janka Furtoka, którego sprowadził do Hamburgera SV. Z Jankiem byłem mocno zaprzyjaźniony, często się spotykaliśmy i dzwoniliśmy do siebie. Po Hamburgu grałem jeszcze w Osnabrueck, Lubece i Magdeburgu. Zdobyłem sporo doświadczenia, które chciałbym teraz spożytkować w Polsce.

Nowe obywatelstwo
Po dwóch dniach pobytu w Niemczech dostał nowe obywatelstwo. W jego przypadku procedura otrzymania nowego paszportu była uproszczona, gdyż od lat mieszkała tam rodzina. Na początku czuł się w nowym kraju tak jakby wygrał los na loterii. Ale Niemcy postrzegali go jako auslandera, czyli kogoś obcego, kto tylko przypadkiem trafił na ich ziemie. Mimo nieufności i dystansu odczuwanego na każdym kroku mógł zająć się swoją edukacją. Ukończył studium zarządzania klubami sportowymi i związkami, a także szkołę menedżerską. Ponadto zdobył tytuł trenera II klasy, pod egidą UEFA. Ta licencja daje mu możliwość prowadzenia zespołów Bundesligi, ale z obowiązkiem zdobycia kolejnego stopnia trenerskiego. Hetmański nie pcha się jednak na ławkę trenerską, swoją szansę widzi w pracy menedżerskiej. Zanim na stałe powrócił do kraju, dość często wpadał na mecze naszej ligi, starając się być na bieżąco z polskim futbolem.
Na froncie transferowym współpracował m.in. z Ryszardem Szusterem, obecnym prezesem Górnika. Właśnie Szuster zaproponował mu etat dyrektora sportowego. Z tym, że niewiele brakowało, a Hetmański wróciłby na stare śmieci, czyli na Bukową. – Ktoś taki jak Krzysiek przydałby się w naszym klubie. Może kiedyś znów się spotkamy w „Gieksie”? – zastanawia się Furtok, który teraz prezesuje katowickiemu klubowi. – Ten chłopak nie marnował czasu w Niemczech. Zdobył dobre wykształcenie i ma głowę pełną pomysłów.

Gość z kosmosu
W Zabrzu ćwiczono już model niemiecki, gdy wiosną ubiegłego roku w roli menedżera zatrudniono tajemniczego Axela Thomę, zaś do bramki sprowadzono Carstena Nulle. Zapowiedzi były szumne, w Górniku mieli grać solidni piłkarze z Niemiec, zaś klub miał sponsorować międzynarodowy koncern. Nie było ani jednego, ani drugiego, zaś po sezonie pozbyto się po cichu kiepskiego bramkarza i nieudacznego menedżera. – Teraz takiej fikcji w Górniku już nie będzie – zapowiada Hetmański. I w kilku zdaniach wygłasza plany swoje i Górnika: – Za trzy lata chcemy grać w pucharach europejskich. Jeśli „Allianz Polska” będzie sponsorem strategicznym klubu, a jest ku temu duża szansa, to nasz budżet może wzrosnąć do dziesięciu milionów złotych. A wówczas można myśleć o poważnych transferach. Nie będzie jednak tak, jak to się działo ostatnio, że przed sezonem jedenastu piłkarzy przychodziło do klubu i jedenastu odchodziło. Koniec z bałaganem. A co do zmiany trenera, to Zdzisław Podedworny dobrze przygotował zespół pod względem motorycznym, ale nie było poprawy w samej grze. Mam nadzieję, że teraz na ławce trenerskiej obejdzie się bez gwałtownych ruchów.

* * *
Krzysztof Hetmański
Urodzony 42 lata temu w Tychach Hetmański należał do wyjątkowo pechowych piłkarzy. Do zakończenia kariery zmusiła go ciężka kontuzja, której doznał 6 lat temu w barwach FC Magdeburg. – Graliśmy akurat w Chemnitz i po brutalnym wejściu rywala miałem otwarte złamanie kości piszczelowej i strzałkowej. Gorzej już być nie mogło – wspomina tamten koszmar Hetmański. – Nie było szans na powrót do gry na poziomie trzeciej ligi niemieckiej i musiałem rozstać się z wyczynową piłką. Wcześniej miałem piętnaście operacji kolana, które bardzo często mi dokuczało. W barwach GKS Katowice rozegrał 96 spotkań, zdobywając 6 bramek. Ciężkie urazy pojawiły się dopiero wtedy, gdy zaczął zarabiać na chleb w klubach niemieckich. – U nas twardo się grało tylko w lidze – twierdzi Hetmański. – Treningi to była zabawa. A w Niemczech na treningach trzeba było zakładać ochraniacze na piszczele. Walka szła na całego, ale trudno się dziwić, bo później ten, kto grał mógł zarobić premię meczową w wysokości trzech tysięcy marek. Za takie pieniądze jedni drugim potrafili nogi połamać...

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online