Atak szarańczy

Stałe fragmenty to konik Marka Motyki, który wprowadził do ekstraklasy nowe pojęcia. Jego wynalazkiem jest tzw. „szarańcza”, która spada na rywali w trakcie rzutów rożnych.
Na razie „szarańcza” nie robi większej szkody, ale – jak mówi Motyka – to tylko kwestia czasu. W trakcie niedzielnego meczu zabrzan z Cracovią na trybunach pojawił się trener Groclinu Werner Liczka, który starał się rozszyfrować tajne elementy taktyki zabrzan. W sobotę oba zespoły spotkają się w Grodzisku i stałe fragmenty gry mają być atutem 14-krotnego mistrza Polski.

Nagłe olśnienie
– Marek zadziwia wszystkich trenerów i piłkarzy nowymi rozwiązaniami, ale i ja mam swoje pomysły. Nie będę jednak o nich mówił, by nie ułatwiać mu zadania. Jedno jest pewne, musimy bardzo uważać przy rogach i rzutach wolnych – śmieje się Liczka. Na grunt polski nowe rozwiązania Motyka przeniósł z ligi hiszpańskiej. – Oglądałem kiedyś na Eurosporcie gole z Hiszpanii i nagle coś mnie zadziwiło
– opowiada szkoleniowiec. – Po nietypowo wykonanym rogu, gdy piłkarze jednej z drużyn zgrupowali się wcześniej w jednym miejscu, a potem nagle wbiegli w pole karne, padła bramka. Przeciwnicy byli kompletnie zaskoczeni, długo nie mogli zrozumieć, w jaki sposób zostali wyprowadzeni w pole. To mi się tak spodobało, że zacząłem nowy pomysł stosować w Polsce.
Debiut „szarańczy” na boiskach ekstraklasy oglądaliśmy w sezonie 2002/03, gdy Motyka prowadził Szczakowiankę. Szkoleniowiec przekonał piłkarzy, by przy rzutach rożnych nie byli statyczni, lecz w sześciu, siedmiu ustawiali się przed polem karnym i wbiegali na nie całą grupę, co miało zupełnie dezorientować obrońców rywali. Hasło do ataku dawał piłkarz wykonujący róg, podnosząc w umówiony sposób rękę.
Zaskoczeni kibice mówili coś o „roju”, później „szarańczy”, porównując piłkarzy z Jaworzna do wściekłych owadów, które miały kąsać rywali.
Po Jaworznie Motyka podjął pracę w warszawskiej Polonii, gdzie swojej drużynie zaszczepił nowatorskie rozwiązania. Teraz łamią sobie nimi głowę zawodnicy Górnika. Nowe pomysły podobają się kibicom, jednak „szarańcza” jeszcze nie zaowocowała w ekstraklasie golem.

Przyjdzie czas
- I na to przyjdzie czas – uspokaja Motyka. – Jak byłem grającym trenerem Kalwarianki, udało mi się strzelić bramkę po takim zagraniu. Jak pojechałem z Polonią Warszawa do Hannoweru na mecz towarzyski, to zaskoczyliśmy Niemców właśnie „szarańczą”. Mamy pięć, sześć rozwiązań na stosowanie tego elementu i piłkarze mogą sami wybrać to, które jest najlepsze wdanej chwili.

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online