Forum
 

Piłkarze Górnika zjechali dziś pod ziemię

Piłkarze Górnika przed zjadem pod ziemię - z lewej Dawid Bartos, z prawej Arkadiusz Aleksander (fot. Dziennik Zachodni)Piłkarze Górnika w sobotę przeciw Odrze zagrają z dwa razy większą motywacją! Tak przynajmniej obiecywali zaraz po tym, jak zaszokowani wyjechali na powierzchnię kopalni Makoszowy.
Trudno o lepszy pomysł przed sobotnimi derbami. Szatański koncept zabrzańskich prezesów, by - po kompromitującej porażce w sparingu z IV-ligową Koszarawą Żywiec - zrobić piłkarzom "wycieczkę" na dół kopalni, okazał się strzałem w dziesiątkę. Tak zszokowanych piłkarzy Górnika jeszcze nie widziałem. Gdy opuszczali windę po kilkugodzinnym pobycie na dole kopalni Makoszowy, byli przestraszeni, ale i zadowoleni, że najgorsze mają już za sobą. - To była masakra - kręcił głowa obrońca Tomasz Augustyniak. - To się w głowie nie mieści - dodawał śmiertelnie zmęczony trener Marek Motyka, który jak większość zawodników debiutował pod ziemią.

Zawodnicy zjechali na dół około 7 rano. Wcześniej przeszli przeszkolenie, otrzymali specjalne aparaty i maski, założyli ubrania i kaski. Piłkarzom towarzyszył prezes klubu Eugeniusz Postolski, wieloletni pracownik i szef tej kopalni.

Winda zawiozła ekipę na poziom 660 m pod ziemią.

Zawodnicy najpierw przejechali w wagonikach około 3,5 km do przodka, potem kolejką spalinową dotarli pod ścianę wydobywczą, gdzie mogli zobaczyć, jak pracuje górniczy kombajn. - Poczuć to gorąco, zobaczyć tych ludzi w pracy. To wszystko było niesamowite - mówił Damian Seweryn, pomocnik zabrzańskiej drużyny.

Niektórzy wyjechali na powierzchnię z pamiątkami. Obrońca Jan Cios pozował przed fotoreporterem ze zdobycznym kawałkiem węgla. Najstarszy w zespole Krzysztof Bukalski poprosił o pamiątkowe zdjęcie w górniczym kombinezonie.

Zawodnicy i trenerzy nie kryli podziwu dla pracy górników. - Ledwo uniosłem standardowy sprzęt, czyli aparat i maskę, a tu patrzę - idą goście z ogromnymi belami drzewa. Niesamowita sprawa i wielki szacunek dla tych ludzi. Zawsze wyobrażaliśmy sobie górnika w galowym mundurze, z orderami i czapką z piórami. A tu ciemność, gorąco i strasznie ciężka praca. A kiedy dowiedziałem się ile zarabiają - to jestem szczęśliwy, że mam inny zawód. Piłkarze też w większości byli na dole pierwszy raz. Zobaczyli, w jakich warunkach pracują ludzie płacący potem za bilety na nasze mecze. Jestem tak zmęczony, jakbym trenował dwa dni bez przerwy - relacjonował Motyka.

Wśród spotykanych na dole górników nie brakowało kibiców. Pozdrawiali piłkarzy, wypytywali o mecze. - Ciekawe, czy teraz coś lepiej zagrają? - dopytywał się jeden z nich.

Po wizycie na dole zawodnicy zostali zaproszeni na spotkanie z dyrektorem kopalni oraz na obiad.

Jakie przełożenie będzie miała wizyta na kopalni Makoszowy na mecze ligowe zabrzan? - Spróbuj mi teraz słabiej zagrać, Staszek. Natychmiast wysyłam na przodek - zapowiedział pół żartem, pół serio trener napastnikowi Dariuszowi Stachowiakowi.

Tomasz Prasnal nie miał złudzeń: - Mam nadzieję, że teraz nasze wyniki będą rzeczywiście lepsze!

Po południu piłkarze odbyli zaplanowany wcześniej trening. Już na kopalni Motyka obiecał im, że zajęcia będą nieco lżejsze niż zwykle.

źródło: Gazeta Wyborcza / PAP



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online