Forum
 

Piłkarz czasem cię zdradzi

To, co wydarzyło się w środę w Górniku Zabrze, było godnym ukoronowaniem sytuacji panującej w wielu polskich klubach. Tajemnicę poliszynela stanowi przecież, że faktycznym centrum sprawowania władzy jest nie gabinet prezesa, a już na pewno nie trenerski kantorek, a właśnie szatnia.
Przyczyna takiego stanu rzeczy jest oczywista: istnienie klubu (a więc i prezesowskie, niespołeczne posady), najczęściej uzależnione są jedynie od przelewów z Canal+, stanowiących właściwie premię za samo przebywanie w gronie pierwszoligowców. Spadek oznacza finansowy krach. Dlatego szefowie klubów nie mają dylematów kogo poprzeć w przypadku konfliktu, a zawodnicy z premedytacją to wykorzystują.

- No cóż, wszyscy wiedzą, ilu mamy piłkarzy. Mogło się tak zdarzyć, że nie byłoby kim grać - bezradnie rozłożył ręce prezes Górnika, Jerzy Frenkiel, pytany o to, czy w sporze pomiędzy trenerem Ryszardem Komornickim a jego zawodnikami, nie powinien stanąć po stronie szkoleniowca.

Komornicki padł jednak ofiarą buntu, który nie miał dotychczas precedensu. Piłkarze co prawda nie raz decydowali o losach trenerów i nie raz stawiali pod ścianą prezesów, ale starali się to robić w białych rękawiczkach. Tym razem wszystko odbyło się niemal przy otwartej kurtynie, w dużej mierze za pośrednictwem dziennikarzy, co zresztą było jednym z elementów skrupulatnie układanych przez zabrzańską szatnię puzzli.

- To mnie szokuje. Piłkarz, który leci do dziennikarza, by poopowiadać mu o wszystkim, co dzieje się w szatni, stanowi dla mnie osobliwość. W Szwajcarii to jest nie do pomyślenia. Najpierw brudy pierze się we własnym gronie - dziwił się Komornicki, gdy czytał w gazetach o tym, co Jacek Wiśniewski powiedział do Carstena Nulle, co piłkarze myśleli o zakazie rozmów z kolegami z innych drużyn, czy o tym, co myślą o jego sprawności posługiwania się ojczystym językiem.

To jednak właśnie ta taktyka okazała się dla piłkarzy kluczem do sukcesu. "Sprzedaż" do prasy historii o tym, jak Rada Drużyny - bez wiedzy szkoleniowca i prezesa - zajmowała się alkoholowym wybrykiem Jacka Ziarkowskiego i Dawida Bartosa, w praktyce podpaliła lont beczki z prochem, na której od kilku tygodni siedział Komornicki.

Proch do wspomnianej beczki dosypywany był systematycznie. Komornickiemu na pewno nie pomógł fakt, że na Roosevelta pojawił się znienacka, w mało elegancki sposób zajął miejsce Marka Motyki, a w dodatku otaczała go aura zbawcy klubowych finansów. Jego jedyną szansą było pozyskanie absolutnego zaufania piłkarzy, co stanowiło jednak misję niemożliwą bez wsparcia w postaci żywej gotówki. Przedłużające się oczekiwanie na tajemniczego inwestora, składane co tydzień obietnice bez pokrycia i nowe metody postępowania z zespołem, szybko wyczerpały wyjątkowo mały kredyt, jaki przybysz ze Szwajcarii otrzymał od drużyny. Na jego niekorzyść zadziałała otaczająca go mgiełka tajemnicy.

- Ktoś powinien odsłonić kulisy mojego przyjścia do Górnika. Ale na pewno nie powinienem to być ja - powtarzał z uporem Komornicki, choć każde dziecko w tym kraju wie, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze lub o miejskie grunty. Nie jest tylko jasne, kto miał na tym wszystkim zarobić, podobnie jak nie jest oczywiste, czy Komornicki zdawał sobie sprawę, że miał być jedynie "twarzą" jakiejś bliżej niesprecyzowanej operacji.

- Czy czuję się zdradzony? Jest za wcześnie, by mówić o ostatnich wydarzeniach. Górnik wciąż broni się przed spadkiem, nie będę postępował tak, jak postępowali piłkarze i nie polecę ze skargą do dziennikarzy - komentował środowe wydarzenia.

Po meczu z Pogonią, zakończonym zwycięstwem, temat buntu zszedł na dalszy plan. Jacek Wiśniewski i Krzysztof Bukalski zostali przywróceni do składu, Przemysław Cecherz realizuje swoje trenerskie marzenia, kibice rzucają się piłkarzom na szyje, traktując ich koszulki niczym relikwie. O konsekwencjach nie ma już mowy. Tymczasem to zachłyśnięcie trzema punktami, niczym czystym tlenem, stanowi jednak kolejny niebezpieczny element prowadzonej w Zabrzu gry. Gry, która prostą drogą wiedzie do ligowej anarchii i przekształcenia rozgrywek w turniej podwórkowy, w którym to sami piłkarze zadecydują kto, kiedy i jak zagra. I czy wygra.

źródło: Dziennik Zachodni



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online