Forum
 

Opowieść Ryszarda Komornickiego: Czekam na zmartwychwstanie

Ryszard KomornickiW Szwajcarii nie było mu źle, a jednak coś go gnało do Polski. - To nie coś, to Górnik Zabrze - uściślił Ryszard Komornicki, trener zespołu z Roosevelta, były piłkarz tego klubu i były reprezentant Polski.
- Dowiedziałem się, że jest źle, chociaż nie wiedziałem, że aż tak źle. Powiem wprost: Górnik już właściwie nie żyje, ale ja ciągle wierzę w jego zmartwychwstanie. To chyba dobre skojarzenie przed zbliżającymi się świętami? - dodał gorzko.

Zajączki z kapelusza

Styczniowe przybycie Komornickiego do Zabrza owiane było mgiełką tajemnicy.

- Nie jest moją rolą opowiadać o szczegółach i nie zamierzam ich ujawniać. Na pewno w tym wszystkim nie chodziło o to, żeby dokonać jakiegoś zamachu czy pozbawiać kogoś pracy. Po prostu z wielu rozmów wynikało, że moja obecność pomoże w pozyskaniu sponsorów, nie przypuszczałem tylko, że tak długo to wszystko potrwa - opowiada "Koko". - Od razu zaznaczę jednak, że te możliwości, o których mówiono wcześniej, czyli firma z Anglii i zabrzański biznesmen, wciąż są aktualne. Wiem, że wiele osób spodziewało się, że przyjadę i pokażę walizkę pełną pieniędzy i być może są rozczarowani, że tak się nie stało, ale na załamywanie rąk jest za wcześnie. Zresztą nie było nawet wiadomo ile tych pieniędzy powinno w walizce leżeć. Dopiero niedawno zakończył się audyt, w którym podsumowano długi klubu na 7 milionów z hakiem. W praktyce oznacza to, że w klub trzeba wpompować dwadzieścia - oprócz spłaty trzeba też przecież stworzyć budżet gwarantujący solidne podstawy. No i trzeba do tego wierzyć, że ta kwota zadłużenia jest już naprawdę ostateczna, że niczym "zajączki" z kapelusza nie wyskoczą nowi wierzyciele - dodaje szkoleniowiec.

Malowane jaja

Przyjście do polskiej ligi człowieka z zewnątrz jest dla niego wstrząsem.

- Czy zauważyłem już jakieś "wielkanocne jaja"? To może za duże słowo, ale zaskoczeń nie brakowało. Weźmy na przykład ruchy kadrowe. Chyba nigdzie na świecie nie ma takiej wymiany w składach, jak w Polsce. Trener nie ma szans, żeby budować coś perspektywicznie. Przykład pierwszy z brzegu: w Górniku z końcem czerwca kontrakty kończą się trzynastu zawodnikom. Nie podoba mi się też dziwna postawa piłkarzy, którym przed każdym meczem trzeba wszystko tłumaczyć: że rywal na lewym skrzydle gra lewą nogą, że tamten strzela z dystansu, a ten lubi sobie przebiec czterdzieści metrów. Jak ja byłem piłkarzem trener przygotowywał mnie fizycznie, dbał o dyscyplinę, wchodziłem na boisko i po dwóch starciach z przeciwnikiem wiedziałem jakie ma słabe i mocne strony, więc sam układałem swój sposób postępowania. Zresztą jak już mówimy o trenerach, to kiedyś żadnemu piłkarzowi nie przyszłoby do głowy krytykowanie szkoleniowców w prasie. Trener był kimś, teraz jego pozycja została zmarginalizowana. A tak w ogóle to największym zaskoczeniem in minus jest nie to, że robiono coś źle, ale to, że w wielu przypadkach nie zrobiono nic. Wystarczy spojrzeć na stan naszych stadionów - mówi Komornicki.

Do największych "jaj" trener Górnika zalicza jednak postawę kilku osób, które dzwonią do niego z numerów bez identyfikacji i powtarzają, że los Górnika jest już przesądzony, bo wyrok na ten klub wydała ligowa "spółdzielnia".

Cuda i cudeńka

Biografia Komornickiego wciąż zatacza koła. Jako piłkarz przyszedł do Górnika, gdy klub ten bronił się przed spadkiem, a rok później sięgnął po tytuł mistrzowski. W Szwajcarii w Aarau przeżył taką samą historię.

- W 1992 roku cudem się utrzymaliśmy, a dla mnie był to okres wyjątkowo trudny. Po raz pierwszy w życiu miałem trenera, z którym nie potrafiłem dojść do porozumienia, w dodatku doznałem kontuzji. Czułem się nie na miejscu, prosiłem nawet o zwolnienie z klubu. Wracając jednak do typowo sportowych kwestii: w ostatniej kolejce musieliśmy wygrać, ale nawet to mogło nie wystarczyć. I dopisało nam szczęście: my wygraliśmy, a zespół, z którym walczyliśmy o uratowanie przed spadkiem, przegrał u siebie z klubem, któremu mogło już zależeć co najwyżej na trzech punktach. Po tym sezonie pojawił się nowy trener: Rolf Fringer, taki rudy i jowialny chłop, i od razu powiedział, że na mnie liczy, chce żebym został.

Cały zespół natchnął jakąś wiarą. Po raz pierwszy od czterech lat, co prawda tak ledwo, ledwo, ale awansowaliśmy do grupy walczącej o mistrzostwo kraju. Przed fazą finałową pojechaliśmy do Malezji na turniej. To było coś niesamowitego. Graliśmy mecze co dwa dni o 21.30, potem mieliśmy wolne aż do popołudnia następnego dnia. Drużyna się zintegrowała, awansowaliśmy aż do półfinału, w którym graliśmy z reprezentacją Malezji. Mecz odbył się na boisku zalanym wodą po kostki (dlatego teraz nie mogłem zrozumieć tego przekładania meczów z powodu śniegu - z uśmiechem wtrącił "Koko"), strzeliłem jedną z niewielu swoich bramek zdobytych głową, ale przegraliśmy 1:2. W nagrodę spędziliśmy trzy dni w cudownym miejscu, w jednym z najdroższych hoteli świata, w dodatku położonym nad morzem. I po powrocie szliśmy jak burza: wygrywaliśmy mecz za meczem i zostaliśmy mistrzami Szwajcarii - wspomina Komornicki.

Czy teraz nadszedł czas na kolejny cud i Górnik po odbiciu się od dna, powalczy o trofea?

- Najpierw w ogóle musi przetrwać. Przez rok czy dwa duże sukcesy nie będą możliwe, ale nasz plan, jeśli uda się go zrealizować, zakłada, że odpowiednie pieniądze, znacznie mniejsze niż na Zachodzie, oraz odpowiednia polityka kadrowa, pozwolą na to, by za pięć lat Górnik grał w europejskich pucharach - przyznaje trener zabrzan.

Podwójna ofiara

W Zabrzu Komornickiemu brakuje przede wszystkim rodziny.

- Żona Bożena została w Szwajcarii, młodsza córka wyjechała do Szkocji na naukę angielskiego, starsza mieszka już osobno. Nie jest nam łatwo, to najdłuższa rozłąka w czasie naszego małżeństwa, które trwa 26 lat. Ale wiem, że na Bożenę mogę liczyć. Przyjechała na tydzień i powiedziała, że jak tylko sytuacja się unormuje to zostawi Szwajcarię i dołączy do mnie w Zabrzu. Póki co jednak taki wariant nie wchodzi w grę, przecież ja nie wiem, jak długo tu będę, ona ma pracę, a życie w Szwajcarii kosztuje znacznie więcej niż w Polsce, w przeliczeniu wydaję tam około 20.000 złotych. - wylicza Komornicki. - A jak upadnę razem z Górnikiem, to wezmę wszystko na siebie, niech ludzie mają jednego winnego, i wyjadę znów do Szwajcarii. Nie wiem czy będę jeszcze trenerem, może zajmę się roznoszeniem gazet, albo rozwożeniem wózków po sklepach?

Skoro mowa już o pieniądzach, to trudno nie powiązać ich z Górnikiem.

- Nie pracuję za darmo, takich ludzi już nie ma. Ale to czy je dostaję regularnie to już inna sprawa. Na pewno co miesiąc dokładam do swojego pobytu w Polsce - ucina temat szkoleniowiec. - Pewnie ktoś powtórzy pytanie: to po co tu chłopie przyjechałeś? Bo kocham Górnika i boli mnie nawet to, że jego logo jest na klubowej podłodze i ludzie po nim depczą. Bo wiele mu zawdzięczam. Bo może jestem jego ostatnią szansą. I ostatnim, który się podda.

Ciasteczka na stole

Komornicki po raz pierwszy spędzi święta samotnie.

- Świętowania nie będzie zresztą za dużo. W sobotę gramy mecz, bo Korona, zupełnie nie wiem dlaczego, nie chciała rozegrać go w piątek. W środę mamy następne spotkanie, więc nie mogę puścić chłopaków na żywioł i w niedzielę trzeba przeprowadzić odnowę. Może dam im wolny poniedziałek? Na pewno pojadę do mojej mamy Stanisławy, do Lubinia. Przynajmniej poczuję trochę świąt, a tego brakowało mi w Szwajcarii, tam panuje komercja, ludzie korzystają z wolnego i myją samochody. Z czym mi się kojarzy Wielkanoc? Oczywiście, że z jajkami, które trzeba było pomalować, i z pójściem na święcenie. Ale najbardziej kojarzy mi się ten okres z wizytami u babci, do której szliśmy przez las i z tym, jak mama robiła na drutach serwetki na stół. Jedna z nich przykrywała koszyk ze święconką... No i muszę wspomnieć o smaku ciasteczek pieczonych przez mamę. Najlepsze były po dwóch, trzech dniach.

Ryszard Komornicki urodził się 14 sierpnia 1959 roku w Ścinawie. Był piłkarzem Kryształu Stronie Śląskie, GKS Tychy, Górnika Zabrze, FC Aarau, FC Wohlen, FC Kickers Luzern. Rozegrał 20 meczów w reprezentacji Polski. Jako trener pracował w Aarau, Luzern, Solothurn, rezerwach FC Zurych. Od 13 stycznia jest szkoleniowcem Górnika Zabrze.

źródło: Dziennik Zachodni



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online